BEZGRANICZNIE CIEKAWE ZJAWISKA TEGO ŚWIATA

                            „Nie ustaniemy w poszukiwaniach” – T.S. Elliot

     Czas wakacyjny sprzyja szukaniu interesujących rzeczy. Wielu polityków w tym czasie moczy nogi, więc nie ma zwyczajowego, wzajemnego podkładania świni. W zaciszu pokojów hotelowych nie zobaczysz ich drogich win, cygar i ośmiorniczek. Celebryci i cały  show-biznes leży pod palmami, więc nie rozwodzi się ani nie wywołuje skandali, nawet na ściankach nikt nie wzbudzał ‚ochów’  wypadającym biustem. Zatem mniej infantylizacji. Tęcza też rozebrana, więc niektórzy nie mają powodu do plucia jadem. Trochę spokojniej, zatem zajmijmy się poważniejszymi tematami. Wprawdzie przyznam się, że teoria względności  A. Einsteina  nie za bardzo mnie kiedyś pociągała, nie mniej  z czasem zmieniłam zdanie. Wiedza, która zaciekawia, może być nie tylko niesamowita, ale i niezwykle frapująca, czy fascynująca, jeśli tylko nie jest podana w formie podręcznikowej pigułki.   

inspiracja      

         Weźmy taki świat roślin. Zwykle wywołuje uśmiech oka i radość na obliczu. Popatrz na taki liść lotosu, kapusty czy nasturcji. To są uosobienia czystości, ponieważ krople spływają po nich jak perły, staczają się i zbierają brud. Jeśli liście są czyste, to może nie trzeba myć  samochodowych zabawek dla  pań i panów? Niechby i one były zawsze czyste.  Wypada zatem podpatrzyć, jak to robią  samoczyszczące się liście. Otóż naukowcy pod mikroskopem natrafili na niezwykle małe, ale w dużej ilości woskowe wypustki. Ten efekt budowy wypustek przeniesiono na farby, dachówki, czy szkło. Działa, ale – niestety – na  bardzo krótko, bo zaraz ulega zniszczeniu. Tymczasem w liściu owe struktury odrastają samoczynnie i  dlatego  on będzie zawsze czysty i gładki. Samochód – niestety – musimy myć po staremu. W. Barthlott, entuzjasta świata roślin myśli dalej, jak by tu sobotnie zajęcie panów ułatwić, naśladując naturę. 

       Wiedza może być niesamowita i niezwykła pod warunkiem, że podana będzie w przystępny sposób. Nauczyciele powinni wiedzieć, że uczniowie zaangażowani w wiedzę, przyswajają lepiej wiadomości i uczą się chętniej. Dziennikarz T. Kwaśniewski zapytał Ł. Badowskiego, popularyzatora nauki o czapkę niewidkę, która  czasem przydałaby  się uczniom.  A entuzjasta wiedzy  odpowiada, że właściwie taki kamuflaż już istnieje w wojsku, kiedy patrzy się np. na sielski widoczek, a w rzeczywistości w tym miejscu stoi czołg. W niedalekiej przyszłości czapkę niewidkę  może mieć każdy i patrzeć na coś, a  widzieć co innego. 

złudzenie optyczne

         Czy wiecie, że jak światło wpada do wody, to się ugina? Wystarczy włożyć łyżeczkę do herbaty i popatrzeć pod kątem: złamana w tę samą stronę. Ale może ktoś spróbuje posterować tak, aby światło odginało się w przeciwną stronę? Fascynacja fizyką jest ważna, ponieważ uczniowie skutecznie  zniechęcani kuciem regułek,  nie wpadną na pomysł, aby  komputery pracujące na prąd zamienić na te pracujące na światło. Nie będą tworzyć metamateriałów zmieniających struktury czy kolory. Każdy wie, że pawie pióra są kolorowe, ale kiedy je zmielić, są czarne. Wynika to właśnie z własności metamateriałowych, czyli  pióro „ma tak poukładane mikroskopijne blaszki i płytki, że następuje interferencja światła i dzięki temu możesz mieć kolor niebieski z czegoś, co niebieskie nie jest” – mówi Ł. Badowski.

          Przy nagłych wstrząśnieniach umysłowych, uczuciowych powodujących emocje,  nauka pozostaje na stałe. Wkuwanie teorii trwa jedynie do egzaminu. Może mi ktoś wytłumaczyć po co tyle encyklopedyzmu w naszej szkole? Dostrzec można, że w Polsce musisz znać definicję, co to jest prąd, a w innych krajach uczy się zakładania gniazdka, zmieniania żarówki. Poznaje się wiedzę praktyczną o prądzie, przydatną w życiu i ciekawą dla każdego, a przecież operowanie śrubokrętami jest dla chłopców równie podniecające jak świerszczyk dla dorosłych.

brain-cool-learning-never-person-Favim.com-268872

         Sprawdźmy teraz, jak dochodzi do wyładowań  elektrycznych. Sami doświadczamy  tego fenomenu, kiedy chwytamy za klamkę. Już w antycznej Grecji zauważono, że wystarczy potrzeć bursztyn (czyli „elektron”), aby przyciągał małe przedmioty. Kiedy chodzimy na podgumowanych podeszwach po wykładzinie, te wychwytują elektrony z wykładziny i ciało z czasem ładuje się ujemnie. Jeśli w mieszkaniu jest suche powietrze, wystarczy chwycić za klamkę, by przeskoczyła iskra. Wprawdzie nie jest to przyjemne, ale za to całkowicie nieszkodliwe. Szanujący się producenci dywanów wplatają cienkie nitki metalowe, którymi odpływają ładunki. Po prostu – trzeba być uziemionym. Najbardziej należy uważać przy wymianie części komputerowych. Nawet niewielkie wyładowania mogą zniszczyć niektóre elementy.

klo to

      Zwykły keczup także może skrywać tajemnicę tiksotropii, czyli „pamięci cieczy”. Otóż przejście od stanu stałego w ciekły następuje szybko. O podstępności keczupu przekonasz się,  kiedy uderzysz od dołu, nawet nie musisz wstrząsać, by zrujnować sobie krawat, czy poplamić bluzkę. Gęsta zawartość nagle staje się wodnista. Wyjaśnienie znajduje się w strukturze cząstek stabilizującej ciecz. Wystarczy stuknąć, by pojedyncze zwoje przestały być przetrzymywane przez inne i swobodnie zaczynały się poruszać. Zjawisko to znane jest w naturze pod postacią lawin błotnych i osuwisk ziemi. Zmienna konsystencja inspiruje inżynierów. Już teraz wykorzystuje się w farbiarstwie, by nie powstawały na ścianie zacieki.

       Dlaczego świat ponad chmurami musi pozostać strefą bezkomórkową? Chodzi o bezpieczeństwo, ponieważ odległość do najbliższego masztu jest o wiele większa. Wprawdzie podobno nie ma dnia, by ktoś nieodpowiedzialny nie włączył komórki, ale pojedyncze nie stanowią zagrożenia. Natomiast wystarczy sobie wyobrazić, kiedy patrzymy   na lecący samolot, że właśnie widzimy budkę telefoniczną. Brr.  Chcemy ryzykować?

inspirational-life-beautiful-happy-love-favim-com-600798

         Czy wiecie, że Hindusi kochają zabawy z liczbami, że już 5000 lat temu istniał system wedyjskiej matematyki, że od 1960 r. Bharati Krsna napisal podręcznik oparty na wedyjskiej metodzie, a współcześni są zachwyceni i połykają rewelacje na dzień dobry. Okazuje się, że „matematyka jest grą, w której do rozwiązań prowadzi niezliczona ilość dróg”. Młodym  ludziom sprawia przyjemność mnożenie dużych liczb w pamięci, wyciąganie pierwiastków czy łatwe dzielenie ułamków tą metodą. I tu internet może być pomocny: wytłumaczy interaktywnie wedyjskie sutry.

       Jak wiemy, w nauce przypadek jest często elementem postępu. Roztopiona czekolada w kieszeni Percy Spencera dała początek rozwojowi mikrofalówki. Silver Spencer z kolei pracował nad wynalezieniem supermocnego kleju. Jego klej – mimo udoskonaleń –  ciągle kleił się słabo. Zmieniło się wszystko, kiedy  chemik śpiewający w chórze zastosował go do zakładek w śpiewniku. Ten klej nie tworzył warstwy, lecz pokrywał papier mikroskopijnymi kuleczkami, kleił się słabo, ale to stało się jego atutem,  hitem w samoprzylepnych karteczkach „Post –  it” od 1978 r. obecnych w każdym biurze.

cat-on-keyboard

        Pamiętajmy, że technologie informacyjne zużywają 10 % zużycia prądu i przyczyniają się do powstawania 33 milionów ton gazu CO2 rocznie. A czy zastanawiałeś się, ile twój komputer zużywa prądu? Podejrzewam, że uważamy za pożeraczy prądu nasze pralki i lodówki, a o komputerach raczej nie myślimy. Tymczasem niektóre gry, szybkie procesory, wydajne karty zużywają ponad 500 kilowatogodzin rocznie. Można to porównać ze zużyciem prądu pięciu energooszczędnych lodówek. A nasze anteny, drukarki, internet podłączone dzień i noc, mimo że nie używa się ich cały czas, również zjadają niemało prądu. Samo konsekwentne wyłączanie rocznie  zaoszczędziłoby wiele pieniędzy. Pamiętajmy, że jedno poszukiwanie w googlu przy kilku kliknięciach myszką zużywa ok. 4 watów, tyle co leda w ciągu godziny. W 2008 r. w Niemczech zużycie prądu przez serwery wynosiło 10,1 terawatogodzin, a do wytworzenia tej ilości prądu potrzeba aż czterech elektrowni węglowych. Czy dalej uważasz, że nie musisz wyłączać swojego kompa?

kloc

            Głowę urywają te informacje zawarte w książce R. Yogeshwara pt. „Wiedza niesamowita”. Dowiesz się, jak zdemaskować oszustów podatkowych, jak funkcjonuje toaleta na pokładzie samolotu, dlaczego płonącego oleju nie gasi się wodą, dlaczego ciśnienie powietrza w kole rowerowym jest większe niż w samochodowym, dlaczego na stacji paliw nie używamy komórki i czy we wszechświecie jest głośno. Fascynacja techniką i ciekawość  nauką to niezła zabawa. Zapach oleju, oparu znad kolby, czy  majsterkowanie powinno towarzyszyć młodym w pracowniach szkolnych. Bawienie się śrubkami i tworzenie mikstur również powinno już obowiązywać w szkole podstawowej. Bez wzbudzenia ciekawości nie ma wynalazków.

nauka

          Świat wokół nas tworzy niezły spektakl. Kryje zagadki i wzbudza ciekawość. Im więcej się przyglądamy, tym dalsza droga do poznania. W każdej dziedzinie życia tyle tajemnic do rozwiązania. Oby tylko wytrwałą ciekawość zaszczepić u młodych, ponieważ  na programy ministerialne raczej nie ma co liczyć.

52 uwagi do wpisu “BEZGRANICZNIE CIEKAWE ZJAWISKA TEGO ŚWIATA

    1. Nauczyciele tak się zapętlili programami i nietrafionymi podręcznikami, że z ciekawości, którą mają maluchy, kiedy przestępują próg szkolny, niewiele zostaje. Nawet wielu i nauczycieli, i uczniów mówi, że nie lubi szkoły. Podstawowej, przepełnionej, z dysfunkcjami i źle opłacanej. Minister oświaty w Polsce posyła swoje dzieci do prywatnej szkoły.

      Polubienie

      1. Ciekawość świata to wielka rzecz, ale obecnie w domach jest zabijana przez ślęczenie przed kompem i granie w gierki (zamiast wyszukiwania ciekawych informacji), przed telewizorem, w którym interesujące programy idą w porze niskiej oglądalności, a w porze wysokiej – idą durne seriale iorazw szkołach, które są obecnie przebiurokratyzowane, produkujące nikomu niepotrzebne sterty papierów, a na rzetelną pracę z uczniem brak już czasu i sił.
        Pozdrawiam

        Polubienie

  1. Pięknie robisz Ultro to, o co wnioskuje Teresa. Informując rozbudzasz ciekawość i zachęcasz do samodzielnych poszukiwań odpowiedzi na wiele tematów. Nauczyciel ma realizować program wynikający z podstawy programowej napisanej przez ekspertów od kształcenia. Mało tam miejsca na takie działania, ale można to robić niejako poza programem i raczej pomiędzy wierszami wplatając w wykład takie właśnie „fokusy”. Podnosi to atrakcyjność zajęć i faktycznie może inspirować.
    Pamiętam takie doswiadczonko z lekcji towaroznawstwa. Realizując lekcję o konserwach zapytałem o to, czy ktoś zastanawiał się jak (od strony technicznej) można zamknąć np. pasztet w puszce, a później poddać ja sterylizacji i zalutować puszkę po zakończonym procesie.
    Kilka osób wykazało zaciekawienie, ale sformułowało prośbę: Niech pan nam powie. Odesłałem ich do internetu, a dla zwiększenia motywacji prosiłem o wyjaśnienie tego samego problemu z puszką piwa, w której jest nadciśnienie. Jak w blasze puszki o grubości poniżej 1 mm naciąć blachę tak precyzyjnie aby dawała się łatwo otworzyć, a jednak nie wypuścić tego gazu, który tam jest.
    Efekt zainteresowania osiągnąłem, ale nadal były prośby: Niech pan powie. Na następnej lekcji powtórzyła się ta sama prośba, bo nikt nie zadał sobie trudu, aby sprawę wyjaśnić…
    Nie wystarczy nauczyciel, aby nauczanie było skuteczne. On może uchylić drzwi, ale uczeń musi sam przez nie przejść.
    Siostra Małgorzata pisze o tym w ostatnim swoim poście

    Polubienie

      1. ~Kneź Okrutnik

        To samo w przypadku szczeniaka, który obgryza np. nogi od stołu. 🙂
        Ale można zastosować też wyciąg z piołunu. 🙂

        Polubienie

  2. ~Kneź Okrutnik

    Podnoszenie nauczycielom pensji nic nie da, gdy w klasie jest ponad 30 osób. To nie jest na ogół kwestia motywacji, tylko możliwości.
    Wspomniane przez Tatula programy stwarzane przez specjalistów mają się nijak do rzeczywistości szkolnej i nie bardzo wiem skąd one się biorą. Mam niejakie wrażenie, że to jest taka „sztuka dla sztuki” – to jest czasami zupełnie oderwane od rzeczywistości.

    Polubienie

    1. Ktoś określa zakres wiedzy jaką powinien posiąść uczeń w ramach danego przedmiotu, a nauczyciel musi dodatkowo rozpisać wymagania na poszczególne oceny szkolne.
      Rada pedagogiczna na I i II semestr to również sprawozdanie z realizacji programu jak i z innych programów przyjętych przez daną szkołę. Tam nie ma luzu na indywidualizm

      Polubienie

      1. ~Kneź Okrutnik

        Wydawałoby się Tatulu, że nie ma prostszej rzeczy jak sprawdzić poziom wiedzy ucznia z matematyki. Prawda? Nasi trzej synowie są umysłami „ścisłymi”, a jednocześnie mocno „shumanizowanymi”. Wszyscy mieli problemy w szkole z matematyką!!!! Każdy inne, ale jednak. Każdy z nich trafił w pewnym momencie na nauczyciela, który miał w nosie schematy i programy i dzięki temu pozwolił im się rozwinąć. Jednak co się w szkołach nacierpieli to trudno sobie wyobrazić, łącznie z tym że zdarzały się i egzaminy sprawdzające z udziałem ojca. A jak bardzo odbiegali poziomem od stanu ocen w dziennikach to powiedziała kiedyś na zebraniu jedna z wychowawczyń – „Piotra nie było na egzaminie próbnym i dlatego ocena klasy jest niższa”. Czasami rodzicowi miło jest taką opinie usłyszeć.
        A wracając do tych programów i ocen – w przypadku uczniów wyróżniających się często są kompletnie nieadekwatne do ich osiągnięć. Nie mówię tu o tępawych nauczycielach, którzy się jednak zdarzają i stanowią „krzyż i mękę pańską” dla takich uczniów.

        Polubienie

      2. Dziecko uzdolnione w jakiejś dziedzinie w państwowej szkole nie powinno się uczyć. Nauczyciel choćby chciał, to nie jest w stanie przy takiej masie, a często i na drugiej zmianie zająć się sensownie dodatkową darmową pomocą.

        Polubienie

      3. ~Kneź

        Doświadczenia ze szkołą prywatną też mieliśmy. To były wyrzucone pieniądze. Niestety, ale większość szkół prywatnych, w mojej ocenie nie dorównuje poziomem średniej jakości szkołom publicznym. Rodzicom pozostaje raczej wybieranie lepszych szkół publicznych i wspieranie poczynań dzieciaków, na tyle ile im możliwości i umiejętności pozwolą. W ostateczności pozostają sensownie wybrane korepetycje.
        My mieliśmy już tę możliwość, że nastąpiła rewolucja techniczna i dzieci z niej mogły korzystać do woli, aż popadały w przesadę. Dzieci miały to szczęście, że my jako rodzice mieliśmy dostęp zarówno do sprzętu, jak i starczało nam wyobraźni i wiedzy, żeby to z sensem wykorzystać.
        Możemy jednak powiedzieć, że dzieci to bardzo kosztowna „zabawa”.

        Polubienie

      4. Mądrzy rodzice zawsze pomogą dziecku, wesprą, gdy czegoś nie rozumie, znajdą wyjście z trudnej sytuacji. Część szkół prywatnych ma złą renomę. Rodzic uważa,że skoro płaci, to dziecko nie musi się uczyć, a musi zdać. Obrzydliwe, że szkoły na tą mieliznę poszły.

        Polubienie

      5. A kto mi powie po co jest I semestr. Dla sprawozdań, aby ktoś miał etat polegający na zliczaniu i sumowaniu rzeczy całkowicie zbędnych i nikomu niepotrzebnych. A kto mi powie, po co są oceny. Komu te szóstki i w czym pomogły. Wiedza pomaga, a nie oceny! A nie lepiej tak: zdajesz lub nie przechodzisz wyżej.

        Polubienie

      6. ~Kneź

        Kulawo bo kulawo, ale jednak jakoś trzeba te osiągi ocenić. Oceny, chociaż często nieadekwatne do wyników, jednak jakoś motywują (lub demotywują) zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Dają też pewien pogląd rodzicom. Stosowane właściwie, są bardzo ważnym elementem szkolnej rzeczywistości. Z tym, że im większa grupa, tym większa „urawniłowka” i ich oddziaływanie bywa zadziwiająco nieprzewidywalne. Bo popatrzmy chociażby na ucznia który w takiej grupie nie musi się zupełnie wysilać i on w zasadzie co by nie robił, to ma naukę z głowy – dostaje 3 lub 4 bo mógłby się bardziej przyłożyć – dlaczego miałby się przejmować czymkolwiek? On widzi kolegę dużo słabszego, który dostaje takie same stopnie, chociaż umie mniej, a musi bardziej pracować. Dla obu ta ocena jest jawnie niesprawiedliwa – obaj są niedocenieni – jeden za prace a drugi za wiedzę. To demotywuje zarówno jednego jak i drugiego. Na dłuższe ceregiele nauczyciel i tak nie ma czasu, wiec wcześniej czy później atmosfera stanie się nie do zniesienia. Takich mechanizmów jest dużo więcej i prowadzą w prostej linii do zniechęcenia, obniżenia poziomu i wreszcie zwyczajnej nudy i katorgi, a nie lekcji. Kiedyś uczniowie do szkoły szli z radością, teraz to rzadkość.

        Polubienie

      7. Otóż to. Wielu uczniów uważa, że oceny są niesprawiedliwe, a i sami nauczyciele też mają dylematy, więc może jednak uczmy się nie dla oceny, a zwyczajnie – dla siebie.

        Polubienie

      8. tatul

        Ocenianie to temat rzeka.
        W czasie rożnych debat na ten temat jakie zaliczyłem w dość długim okresie pracy w szkole napotkałem na taką propozycję skali ocen:
        1 Nie umie i raczej się nie nauczy
        2.Nie umie, ale jakby co to się nauczy
        3.Umie
        4.Swobodnie posługuje się tym co umie
        5. Posiadane wiadomości potrafi wykorzystać w innych dziedzinach
        6.”Wystaje” ponad szkołę

        To mi się tak spodobało, że aż zanotowałem. Nie jestem jednak przekonany o tym, że spodoba się to innym, zwłaszcza tym na górze, od których zależy wprowadzenie zmian.
        A ocena musi być. Są przecież egzaminy sprawdzające, w których uczeń przed innym zespołem udowadnia, że zasługuje na lepszą ocenę. To jest zbyt subiektywna sprawa aby oddać ją do wyłącznej decyzji nauczyciela – na którym często się psy wiesza za to, że niesprawiedliwie ocenia, faworyzuje chłopców (Stare panny) lub dziewczyny( kawalerowie i starsi panowie)
        Nie ma prostego rozwiązania

        Polubienie

      9. ~Kneź Okrutnik

        wykonuje obowiązki
        stara się wykonywać obowiązki
        usilnie stara się wykonywać obowiązki
        bardzo usilnie stara się wykonywać obowiązki! 😀 😀 😀

        Polubienie

      10. Według mnie oceny w obecnej formie nie motywują. Bardziej pochwała choćby ustna. Uczniowie nie mogą się bać pomylić, bo nigdy nie będą kreatywni.Pamiętajmy, że są i tacy, którzy sobie nie poradzą. Dziś, ale za rok lub dwa będzie lepiej.

        Polubienie

      11. Skoro tam model się sprawdza, to może i u nas. Ale : kto da na szkołę pieniądze i te 16 osób w klasie. Okaże się, że u nas szkół nie trzeba zamykać. Czy wiesz Tatulu, że w Krakowie są licea pracujące na drugą zmianę, a uczeń wychodzi ze szkoły ok. 19, a w domu dojeżdżający jest ok. 20. Zimą ciemno, zimno i wcale bezpiecznie nie jest. Gdzie tam nam do Finlandii.

        Polubienie

      12. ~Kneź

        Sądząc z wykresu kosztów, to zdaje się, że poziom wydatków mamy zbliżony, a więc w ramach tego samego można uzyskać o wiele lepsze efekty. Wniosek może więc być taki, że u nas marnujemy tylko pieniądze, albo raczej że to nasza jakże hojna władza je marnuje na potęgę.
        Jednym słowem system szkolnictwa jest u nas bardzo nieefektywny, a jak widać, może być dużo lepszy.

        Polubienie

      13. Wiadomo, że marnowanie pieniędzy to nasza specjalność. Ważne, by mieć świadomość, że wydaje się cały czas nie państwowe, czyli niczyje, tylko nasze własne pieniądze.

        Polubienie

  3. Masz stuprocentową rację. Ja się tylko dziwię, że szkoły nie zjednoczą się, tylko tkwią w tym marazmie, a i nauczyciele, choć tylu ich jest, siedzą cicho i pracują w tych molochach. Przecież wiedzą, że choćby dzień i noc spędzili w szkole, to w przepełnionej klasie wyników nie będzie. I tylko dzieci coraz więcej rozdrażnione.

    Polubienie

    1. To tylko „do tanga trzeba dwojga”. Wychowywanie dzieci to proces angażujący znacznie więcej osób i środowisk. I warto o tym pamiętać. Ten post mógłby się nadawać jak przykład dla prowadzenia lekcji.

      Polubienie

      1. Obecnie młodzież żyje w rzeczywistości otwartej na świat, więc szkoła powinna dostarczyć im ciekawych bodźców. W dodatku do GW ” Nauka” nauczyciele piszą: „Nie wolno uczyć doktrynerstwa, trzeba kształcić w duchu tolerancji”, „Nie strasz matematyką”, „Nie ucz nudnie i monotonnie”, „W nauce fizyki najważniejsza jest nie tyle wiedza faktograficzna(wzory oraz opisy doświadczeń i urządzeń), co umiejętność analizowania sytuacji fizycznych”, „Siedząc w kącie i zakuwając gramatykę z podręcznika” nigdy nie nauczysz się języka obcego itd. Nauczyciele wiedzą i mówią, że są programami obligowani do pracy. To może wysmażyć list do pani minister, aby usiadła z nauczycielami mającymi wyniki z poszczególnych przedmiotów i to oni mieliby wpływ na program, a nie grono oderwane od rzeczywistości. Tak głośno sobie myślę, ale i dyskusje muszą być, ponieważ młodzież nie uczy się, a i coraz więcej nauczycieli nie lubi uczyć. Nikogo to nie niepokoi?

        Polubienie

      2. To jest ogólnoświatowy problem, bo metodologia nauczania pozostała daleko w tyle za rozwojem cywilizacji. Nie potrafimy ani nauczać, ani uczyć się, dlatego tak wielbimy programy nauczania, schematy zachowań i nieaktualny system ocen. To nie jest także problem jednorazowego spotkania się na wszystkich szczeblach (nadzór pedagogiczny, nauczyciele, rodzice, uczniowie) i ustalenia wzorców postępowania. To proces długotrwały, niedostępny dla naszych skłóconych politykierów, i wymagający większych nakładów zarówno finansowych jak i strukturalnych.

        Polubienie

      3. Masz rację. Sprawy nie można jednak zostawić ze względu na dobro dzieci. Na polityków nie ma co liczyć. Zajęci sobą i swoimi problemami ( np. podawaniem ręki) nie widzą i nie zrobią nic poza kosmetyką, powierzchowną zresztą, ponieważ pieniądze pójdą na zbrojenia. Wojsko ma większą siłę przebicia. Wróg ciągle straszy.

        Polubienie

  4. Jednej dobrej recepty na rozwiązanie problemów szkół nie ma. Oceny mają swoją funkcję i bez nich część uczniów w ogóle nie uczyłaby się. To jest jakby środek przymusu i taką rolę spełnia w przypadku uczniów, którzy najchętniej nie uczyliby się wcale.
    Pozdrawiam serdecznie Ultro:)

    Polubienie

    1. Proszę mi powiedzieć, po co komu ten przymus ocen. Komu i w czym pomogły oceny. Żeby chociaż zakłady pracy chciały takich z dobrymi ocenami przyjmować. Córka znajomej to nawet satysfakcji z dobrego dyplomu nie ma, ponieważ ominęło ją wiele ciekawych rzeczy, gdy zakuwała na te oceny. Takie doświadczenia też są wzięte z życia.

      Polubienie

  5. Trudno jest zmotywować kogoś do nauki. Ciekawość to podstawa ale jak ją pobudzić, dziś nauczyciele muszą więcej się starać aby pokazać że ich przedmiot może być fascynujący ale do tego potrzebna jest pasja i umiejętność ciekawego opowiadania…

    Polubienie

  6. ~Stokrotka

    Chociaż sama nie jestem nauczycielem, to obracam się w świecie belfrów od lat /mój dziadek, mama, mąż i młodszy syn/.
    Najważniejsze jest powołanie.
    Wiem, że prawdziwy nauczyciel nawet za grosze będzie starał się przekazać młodzieży to co najważniejsze i zmotywować ją do samodzielnego myslenia i inspiracji.
    Co nie znaczy, że nauczyciel nie powinien byc ceniony. Wszystko zależy od tego jaki to nauczyciel.
    Pozdrawiam

    Polubienie

  7. Witaj, co do meritum jeśli chodzi o potęgę wiedzy i nauki – pełne moje poparcie z paroma warunkami: powinna być użyteczna, etyczna, skierowana ku człowiekowi i nie niszcząca środowiska.
    Jeśli chodzi o samą edukację to temat rzeka jak Amazonka, Nil i Ob z Jenisiejem, lecz jeśli miałbym się wypowiedzieć jak najkrócej, to nasz system edukacyjny (nauczanie) to dzisiaj nic innego jak nakładanie przygotowanego wcześniej szablonu na kartkę z odpowiedziami A, B i C (na poziomie zaawansowanym funkcjonuje również odpowiedź D), innymi słowy jest to przygotowanie delikwenta do postawienia krzyżyków we właściwych, określonych przez szablon miejscach, pozdrawiam

    Polubienie

  8. Dodam jeszcze: szablony i krzyżyki ćwiczone tylko do egzaminów. Tu nie chodziło o wiedzę, a wyniki. Dziecko się nie liczyło. Źle opłacane i wykształcone, zastraszane środowiska nauczycielskie tak się zapętliły, że zgadzały się na wszystkie odgórne wypociny. Pozdrawiam.

    Polubienie

  9. ~szczur z loch ness

    Od dłuższego czasu zbieram się, zbieram i zebrać nie mogę aby jakoś się odnieść. Jest to trudne tym bardziej, że w moim małym rozumku od zawsze panuje przeświadczenie, że wiedza o takich lub innych ciekawostkach przyrodniczych, przy pełnym szacunku dla dokonań, niewiele ma wspólnego z mądrością. Śmiem nawet twierdzić, że mamy wręcz nadmiar technologii wokół, przy braku jakiegokolwiek szacunku dla wartości. Owszem, to wszystko jest przydatne do mycia samochodów ale per saldo wiedzie do nikąd.
    Wiele Serdeczności z Krainy Loch Ness

    Polubienie

  10. Nie deprecjonowałabym ważności małych ciekawostek. Śmiem twierdzić, że i te maluczkie rzeczy nie wymyślił przygłup ( z całym szacunkiem, bom i ja mało lotna ), ale jeśli ktoś nie ma wiedzy, to prochu nie wymyśli. Często wielkie wynalazki z teorią względności na czele powstawały nawet przypadkiem, ale zawsze w tęgich umysłach. Wartości moralne – proszę zauważyć- mimo 2 godz. religii od przedszkola po studia schodzą coraz niżej. Z każdym rokiem. Dno już widać, ale za to usta pełne frazesów rozkwitają i rozmijają się z czynami. Amen.

    Polubienie

  11. ~Molekułka

    Z ciekawością świata wszyscy się rodzimy ,ale niestety to dorośli a szczególnie szkoła zabija w nas tą cudowną naturalną skłonność .
    Wydaje mi się ,że wszyscy odkrywcy i twórcy, to ludzie, którym udało się zachować tą naturalną skłonność, w pozytywnym sensie są jeszcze dziećmi i chwała im za to ,że nie dali jej w sobie całkowicie zniszczyć .Ja pisząc swoje rymowanki tez czuję się jak dziecko,bo to tworzenie bez względu na jego poziom daje radość tworzenia, przynajmniej samemu twórcy,to są moje klocki lego z których układam ciągle nowe konstrukcje,nowe zabaweczki.
    Pozdrawiam i życzę dużo przyjemności i radości z blogowej twórczości:))Miłej i pożytecznej zabawy.

    Polubienie

  12. Dwakroć w żywocie swojem przychodziło mi profesji wyuczonej, czyli belferskiej właśnie wykonywać i oba razy się to tak pokończyło, że mię wyrzucano… Za drugim razem to nawet w podobno już wolnej Polszcze, ze szkoły społecznej, a wyrzucającą była przyszła wiceprezydent miasta do spraw oświaty, która jak dla mnie już wtedy pokazała, że mimo doktorskiego tytułu, pojęcia nie ma, o czym mówi i za co się bierze… Tragedią jest dla mnie to, że ludzie nie nadający się na nauczycieli, zostają w oświacie decydentami i forsują te wszystkie swoje doktrynerskie koncepta…
    Kłaniam nisko:)

    Polubienie

  13. Otóż to. Doktrynerskie koncepta forsują ludzie z tytułami, ale profesorzy są tak oddaleni od rzeczywistego życia, iż wychodzą z tego brednie. Nie ma dalej zwyczaju słuchania nauczycieli, którzy osiągają sukcesy. Pod Krakowem jest wieś, do której wożą krakowianie dzieci, ponieważ uczy tam świetna matematyczka, a dzieci nie tylko nie mają kłopotu z matematyką, ale uwielbiają ten przedmiot. I myśli Waść, że ktoś tą matematyczką się zainteresował ? Program napisze uczona minister ze swoim wianuszkiem doradców, za to wezmą ciężkie pieniądze.Zasyłam serdeczności.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s