Mamy damy i nie damy

       Jeśli myślimy,  że skandale są domeną współczesnych czasów, to grubo się mylimy. Jeśli uważamy, że prawdziwe damy tylko na wybiegach i czerwonym dywanie, to jesteśmy w błędzie. Przypatrzmy się bliżej dwóm damom, które dźwigały na swych wątłych barkach wiele, ale historia o nich milczy, za to mężowie są doskonale znani i szanowani. Wydobywam z niebytu damy i ich zasługi.

         Przyjrzyjmy się pierwszej damie. To Michalina Czyżewska z Mościckich, która wywołała skandal tym, że wyszła za mąż za swego kuzyna – Ignacego Mościckiego.  Nie wiadomo, dlaczego to właśnie ją obarczono całą winą za niezbyt dobrze widziany ślub w rodzinie. Była córką siostry ojca swego męża. Jak to niezbyt urodziwa dziewczyna podziwiała przystojnego kuzyna. Kiedy przy okazji spotkania rodzinnego, tonem nie znoszącym sprzeciwu, Ignacy powiedział, że życzy sobie, by Michalina została jego żoną, ta szesnastolatka powiedzieć mogła tylko  „tak”. Dla niego ważne było i pokrewieństwo, i młody wiek. Pisał: „Dzięki bowiem tym warunkom obiecywałem sobie mieć większy wpływ przy dalszym wychowywaniu swojej  przyszłej małżonki”. Owo dostrajanie, wychowywanie, tresowanie i wyrachowane działanie trwało cztery lata. . Rychło okazało się, że uczennica przerosła mistrza. Z działalności rewolucyjnej i poczucia wyższości żyć się nie da. W Londynie Michalina widząc, że mąż nie umie znaleźć pracy, a ona z dziećmi nie ma co do garnka włożyć, zaczęła się uczyć języka, dawać lekcje. Przez wiele lat utrzymywała załamanego i bezradnego męża. We Fryburgu było podobnie. Dla swojej rodziny z czwórką dzieci była filarem. Mimo że „przeszła prawdziwą szkołę życia”, jak mówiły jej przyjaciółki, była tylko „panią cka”. To mąż był sławny, ale to ona musiała leczyć jego załamania nerwowe, depresje i utrzymywać rodzinę. J. Piłsudski wspominał, że „była wprost nadzwyczajna”, a  dom, jaki stworzyła „przypominał mi nieraz stracone już wówczas dla mnie, życie w rodzinnym cieple.” Dopiero w wieku czterdziestu lat, kiedy mąż miał stałą pensję, mogła wykazać się sprawnością społeczną. Była podziwiana, przerosła wiedzą męża, a on ciężko przeżył fakt, iż szara myszka zajęła się walką o równouprawnienie kobiet i została wiceprzewodniczącą Ligi Kobiet, organizowała czwartkowe herbatki, na które zapraszała ludzi nauki, inteligencję oraz miała świetny kontakt z młodymi. Po zamachu majowym marszałek J. Piłsudski postanowił, że prezydentem zostanie nikomu nieznany w stolicy I. Mościcki. Wszyscy wiedzieli, że chodziło o Mościcką, pierwszą działaczkę w kraju, pracoholiczkę i spiżowy pomnik, a marionetka, czyli jej mąż „U pana Marszałka od razu przyrzekł, że zrobi wszystko, co komendant każe”. Przenieśli się do rudery, ale od czegóż prezydentowa. Wszystkiemu zaradziła,  rzuciła się w wir pracy, choć już była chora na serce. Do tego listy, audiencje, wywiady, zebrania, herbatki, wizyty, po których wspominano „dobrą, siwą panią o oczach barwy błękitu nieba.” Ta liderka kobiet, opiekunka dzieci bezrobotnych, potrafiła pałacyk myśliwski w Spale przekształcić na sierociniec zw. bursą. „Była najskuteczniejszą fundraiserką w historii Polski.” W czasie powodzi jej komitet zebrał 50 milionów niczym orkiestra Owsiaka, a pamiętajmy, że ówczesne społeczeństwo nie było zamożne. Działalność charytatywna była nadzwyczajna, a „dyplomaci i attaches wychodzili z recepcji na Zamku zachwyceni osobą jego Pani.” H. Pawlewska napisała, że Michalina była  „właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.” Z pamiętnika W Świętosławskiego widać, że pierwsza dama włada wieloma językami, podejmuje różne inicjatywy, natomiast „Mościcki podpisywał bez czytania przeróżne dokumenty”, ze smutkiem przyznaje, że „ślepy tor utworzył się w rozwoju działalności prezydenta.” Określano go jako bufona żyjącego w oderwaniu od rzeczywistości. Nie miał pojęcia o kryzysie, zajął się więc kolekcjonowaniem drogich samochodów, życiem w luksusie i dawał odczuć każdemu, „jakim to jest wielkim jaśnie panem.” M. Szczawińska napisała: „W naszych pogawędkach chętnie mówiła na tematy ogólne, interesowała się literaturą, zjawiskami i prądami społecznymi, miała szeroki  (…) pogląd na różne aktualne zagadnienia”. Do końca pracowała, zmarła na serce 18.08.1932 roku.

         Maria Kierstnowska ukończyła Maryjski Instytut w Wilnie. „Wyższego  szczebla wykształcenia kobiety w owych czasach już nie mogły osiągnąć”, a mimo to przypominano, że nie zna francuskiego, obśmiewano jej pączki i wyzywano od mieszczek. Wileński PPS zwerbował ją do pracy. Jako kolporterka i jako kurierka  wykazywała się nie lada odwagą. Zwróciła na siebie uwagę niejakiego Kazimierza Paszkiewicza. „Gdy mi się oświadczył i został przyjęty, wtedy zdradził mi swoje prawdziwe nazwisko.” Stanisław Wojciechowski. Mieli razem wyjechać do Londynu, pobrać się i  „przy maszynie drukarskiej, w otoczeniu innych idealistów” walczyć o niepodległość. Tymczasem sen o wspaniałym życiu okazał się być niełaskawy. Mąż siedział w drukarni, brakowało pieniędzy, a w dodatku wezwano go do kraju. „Zależało mu, by Maria była w stanie zająć się wszystkim sama. Dzieckiem, domem, zarabianiem na chleb.” Zostawił jej „parę groszy” a ona została sama do rozwiązania. Dziecko urodziło się martwe, mówiono, że to efekt stresu, samotności w obcym kraju i niedojadania. Zaczęła hodować kury, kaczki,  by je sprzedawać. by przeżyć. Urodziła Edmunda, ale kiedy była w ciąży z Zofią, historia nieomal się powtórzyła, czyli Stanisław wyjechał do Hamburga, została sama, a  poród odbył się z komplikacjami. Wrócili do Polski. Ona do matki i zaniedbanych Kupryszek, on do Warszawy i działalności. Po pół roku dołączyła do męża, ale w jej życiu był nieobecny. Założył pismo „Społem”, jeździł do Odessy, Bezarabii, Petersburga. Nawet na wakacje on jeździł do Zakopanego, a ona z dziećmi do podupadających bez gospodarza rodzinnych Kupryszek. Wojna ich rozdzieliła. Stanisław wyjechał do Siedlec, a potem na wschód, a Maria do swojej siostry. Nie myślała o sobie. Pomagała innym emigrantom, zesłańcom, ich rodzinom. Wojciechowscy wrócili do Warszawy w 1918 bez grosza. Kiedy  w 1919  został ministrem spraw wewnętrznych w rządzie I. Paderewskiego, w życiu Marii niewiele się zmieniło. Stała w kolejkach sklepowych, zajmowała się rodziną i wspierała męża, podpowiadała, informowała o nastrojach. Nie pociągały jej bale, rauty, wieczornice ówczesnych. „Była bardzo skromną osobą” (M. Grabski), nawet wówczas, gdy Stanisław przez zbieg okoliczności został prezydentem. Jej obsesyjna oszczędność stała się przedmiotem żartu ,  choć właśnie szalała hiperinfacja. Nie aspirowała do elity, „nie chciała być w socjecie”, bale były zadziwiająco skromne, więc hrabiny narzekały, obgadywały, a ona robiła swoje. Zorganizowała akcję „Chleb dla głodnych dzieci”, w czwartki zapraszała ludzi kultury, m.in. po występie w  Belwederze Jan Kiepura stał się znanym śpiewakiem. Na popołudniowych fajfach omawiano bieżące sprawy ekonomiczne, kogo przystoi chować na Wawelu itp. Szykowne damy nudziły się niezmiernie i naigrywały się z tematów i tej skromności  zapobiegliwej mieszczki, a  Wojciechowskiemu, zdaniem P. Wróbla, przypisano „opinię człowieka naiwnego, nieudolnego, biernego, oderwanego od rzeczywistości i wręcz śmiesznego.” Poważniejszy konflikt zaczął się od Bolesława Wieniawy-Długoszewskiego znanego z całonocnych libacji, z których wracał trzema dorożkami. W jednej on, w drugiej szabla, a w trzeciej jego rękawiczki. M. Wojciechowska  nie akceptowała hulaszczego trybu życia, wygarnęła mu wszystko, aż wzburzony wypadł z Belwederu. Ponoć jako drugie wcielenie marszałka Piłsudskiego, poruszył lawinę. Parę dni potem J. Piłsudski podjął decyzję o zamachu majowym. Postanowił siłą wrócić do polityki i obalić rząd. Wojciechowscy zamieszkali przy Langiewicza, a potem w Gołąbkach. Maria  przeżyła męża o sześć lat i mimo katarakty, oglądała telewizor, słuchała też radia i dużo rozmawiała. Do dziewięćdziesiątego roku życia była aktywna. Zmarła 14.09.1959 roku. M. Grabski: „Miała ciężkie życie, ale kto mówił, że ma być lekko?”

        Wielkie damy to damy wyedukowane, proszę szanownych czytaczy i niezwykle skromne. Nie brylowały na salonach, nie należały do śmietanki, nie uczestniczyły w celebryckim lansie. Nie były też znane z tego, jak dzisiejsze nie damy, że były znane z tego, że są znane. Nie leżały i nie pachniały. Nie były nawet salonowe i wytworne. Były prawdziwe.

Być damą, ach, damą być…

42 uwagi do wpisu “Mamy damy i nie damy

  1. Ultro, to bardzo ciekawe informacje, które przeczytałam z zapartym tchem. Zielonego pojęcia nie miałam o tych faktach, przede wszystkim o losach Mościckich, bo o Marii Kierstnowskiej dowiedziałam się przed paroma minutami od Ciebie właśnie.
    Damą być… Nawet w dzisiejszych czasach to nie jest bywanie na salonach, ale mrówcza praca, często w cieniu. Tylko teraz jakby mniej tych skromnych, żyjących często w cieniu większych od siebie nie tylko mężczyzn, ale i kobiet, skandalistek.
    Skromność jest cnotą, tak bardzo dziś zaniedbaną.

    Pozdrawiam!

    Polubienie

    1. Kiedy widzę na ściankach te na siłę doklejone uśmiechy, te stroje koniecznie znanych projektantów, a potem czytam w Interii zgrozę typu „drugi raz pokazała się w tej samej sukience”, to myślę bardziej o parciu na szkło. Serdeczności.

      Polubienie

  2. Stokrotka

    Prawie identycznie bywało w rodzinach słynnych malarzy i rzeżbiarzy. Za każdym artystą, w jego cieniu kryła się żona, która często była lepsza od męża. To często ona rzeżbiła, malowała, projektowała, ale wszystko szło na konto męża. Na dodatek była muzą, kochanką, matką współnych dzieci, ozobą lepiej wykształconą. I zajmowała się prozą życia, czyli tym, „co do garnka włożyć”.
    I nie tylko w Polsce tak było.
    Jako przykład podam Camille Claudel – partnerkę życiową Augusta Rodin. Do dzisiaj nie ma pewności, które wybitne rzeżby stworzył on a które ona.
    Dziękuję za tekst i pozdrawiam.

    Polubienie

    1. Masz rację, życie z artystą nie jest łatwe, a jeszcze i z jego nałogami, które rosną niczym drożdżaki i wywołują ból. To tak, jakby żuć cały czas papryczkę chili. Pozdrawiam serdecznie.

      Polubienie

  3. Kiedyś to jakby reguła. kobiety w cieniu mężczyzn. W życiu bywało i bywa inaczej. Nie na darmo mówi się ile to kobieta podtrzymuje węgłów domu. Dziś w dobie techniki nie da się ich „ukryć”. Świat już o nich wie. Omówione te dwie postaci to rzeczywiście herosy tamtych czasów. Jedna tylko uwaga: w biografiach ludzi zależy kto i jak o kim pisze. Spotkałem się w filmikach na YouTube z dobrymi opiniami o obydwu prezydentach, także o tym, że generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski wcale nie był takim hulaką. Pozostawiam link do filmiku o Prezydencie Mościckim, który był z wizytą w Estonii. Zobaczmy z jakim szacunkiem odnoszono się do głowy państwa. Dziękuję za te biografie, piękne przykłady. Pozdrawiam. 🙂 https://youtu.be/BDslAocDLg8

    Polubienie

      1. Te nauczycielki, szare myszki były niewidoczne, przy czym dyrektorami szkół zostawali zwykle panowie, choć nie zawsze byli wyjątkowi. Mam i ja szacunek dla wiejskich nauczycielek i ze smutkiem obserwuję powszechne zamykanie szkół na wsiach w całym kraju. Pozdrawiam serdecznie.

        Polubienie

    1. Na tym polega rechot historii. O obiektywizm trudno. To, co jeden uważa za hulaszczy tryb, inny za normę czy dobrą zabawę. Zależy kto patrzy i co widzi, w jakiej epoce i jakie priorytety przyświecają. Serdeczności za rzeczowy komentarz.

      Polubienie

  4. Gdy czytam takie życiorysy, uświadamiam sobie jak niewiele w życiu zrobiłam i zastanawiam się, ile trzeba w sobie mieć siły, aby takich rzeczy dokonać . Przypomniałaś mi moją babcię Stefanię, która miała trudne życie, ale jeszcze pomagała innym i pozostała pogodna do końca…

    Polubienie

    1. Święta racja, nasze babcie i mamy były wspaniałe. Pracowały od świtu do zmroku, nie cierpiały na depresję z powodu siwego włosa i nowej zmarszczki, bo zwyczajnie nie miały czasu, by patrzeć w lustro. Jak się śmiały, to serdecznie bez udawanego szczerzenia zębów, bez lansu życiem pod górkę. Może warto przypominać te ciekawe życiorysy, przypominać ten inny styl życia. Mimo trudu, był ciekawy, bogaty i imponujący. Pozdrawiam.

      Polubienie

  5. ” Droga do sukcesu jest pełna kobiet popychających swych mężów”. — Ignacy Jan Paderewski
    Tak było, jest i będzie. Rzecz w tym aby miały kiedyś szansę zaistnieć i zyskać uznanie dla swojej zapobiegliwości, pracowitości, czy intelektu, tak jak te dwie panie.
    Ktoś powiedział że mężczyzna patrząc na las widzi go w całości – jako las właśnie, a kobieta potrafi dostrzec jednocześnie rodzaj drzew, poszycia, runa, dźwięki i zapachy…
    W dzisiejszym zarządzaniu też przyszła pora na tzw. zdolności miękkie mieszczące się w psychologii funkcjonalnej i bliższe naturze kobiecej.
    Piękny tekst Ultro i wielce pouczający

    Polubienie

  6. Wiesz, Ultra, jak ktoś mi opisuje takie wzory do naśladowania, to natychmiast czuję worek cementu na plecach 🙂 No, bo co z tego, że ktoś potem powie „to dobra kobieta była” ;), kiedy całe życie tyrała i wspierała nieroba? Jakbym mogła wybierać, to wolałabym leżeć i pachnieć, ale nie mogłam.
    Czytając z wielkim zainteresowaniem notkę, zamierzałam napisać o żonach malarzy, ale uprzedziła mnie Stokrotka.

    Polubienie

  7. Lena Sadowska

    Witam. Gdy przeczytałam Twój artykuł, przyszła mi na myśl Teresa Malfatti. Nie – farbuję – najpierw pomyślałam sobie, że ten Mościcki jednak dobrze wychował Michalinę 😉 a dopiero potem o Teresie.
    Była przyjaciółką L. van Beethovena. Według im współczesnych – wiele dzieł nie powstałoby gdyby nie jej pomoc. Jedni nazywają ją współautorką, inni… twórczynią.
    Wspomnę też o Danucie Grechucie, która trwała przy mężu nie tylko w zdrowiu.
    Dziś wszystko się przewartościowało. Mniej więcej sto pięćdziesiąt lat temu (w Europie ok. stu dziesięciu) teoretycznie zrównano obie płcie. W praktyce wyglądało to gorzej, ale i tak zaskakujące jest to, ile zdołały uczynić kobiety przez ten krótki czas jako pełnoprawne członkinie społeczeństwa. Mniej ważne przy tym – w jaki sposób pragną się realizować, bardziej – że posiadły prawo wyboru.
    Swoją drogą – interesujące, jak wyglądałby dziś świat, gdyby u władzy zawsze były kobiety, a mężczyźni zyskaliby prawa wyborcze sto pięćdziesiąt lat temu 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. Dziękuję za wiele cennych refleksji. Interesujące pytanie, jak wyglądałby świat, gdyby rządziły kobiety. Jestem pewna, że mniej byłoby wojen. Nie mamy tyle testosteronu. Serdeczności zasyłam i pozdrawiam.

      Polubienie

      1. ~Lena Sadowska

        Że mniej wojen – to oczywiste. Chodziło mi raczej o struktury społeczne, rozwój kultury, sztuki.
        Trywialny przykład Seksmisji podpowiada, że nie byłoby tak landrynkowo…
        Wprawdzie bohaterki – niejako w spadku – dostały kawałek świata po mężczyznach, ale mentalności nie da się chyba tak łatwo zmienić.
        No i tam oficjalnie w ogóle nie było mężczyzn, a to już „cała tragedia”. Bo my – kobietki – lubimy naszych facetów i co tu kryć – trudno nam się bez nich obejść 🙂
        Może jakiś system oparty na niewolnictwie…
        „Jeden mąż do gotowania, drugi mąż do sprzątania, trzeci mąż do kochania… I wszyscy do zarabiania pieniędzy.” – że pozwolę sobie zacytować panią D. Stalińską.
        Kusząca wizja…
        Ech! rozmarzyłam się 😉
        Nie. Po głębszym namyśle doszłam do wniosku, że taka ilość walających się po domu skarpet byłaby nie do zniesienia.
        Pozdrawiam cieplutko.

        Polubienie

      2. Współczesne kobiety znają swoją wartość i mają inną świadomość, tylko niektóre zostają bluszczami, czy paprotkami. Czytam: „Kobieta – mózg i wykonawczyni wszelkich operacji domowych. Mężczyzna – odbiorca poleceń” pisze w liście do redakcji Mak w WO i dodaje: „…nie chcę nauczyć się w tę grę. Chcę równości, wzajemności, wysiłków podejmowanych przez obie strony.” Myślę, że to klucz do rozwiązania, czyli mamy wzajemnie się uzupełniać. Pomarzyć można…

        Polubienie

      3. Lena Sadowska

        Ja tam nie zionę na paprotki i bluszcze. Znalazły podatny grunt, idealne warunki do trwania – niech im. Wszak w tym cały jest ambaras…
        Sama staram się kierować zdrowym rozsądkiem, mieć dystans i wymagać od siebie więcej niż od innych.
        A równowaga… piękna rzecz. Wciąż święcie wierzę, że gdzieś istnieje. Nie kpię.
        Poczucie humoru – oto, co ratuje mnie w chwilach zwątpienia.
        Groteska – to nasza broń człowiecza, że pozwolę sobie na koniec sparafrazować pana E. Bodo.
        Pozdrawiam 🙂
        I – tak mimo głównego wątku – miło mi wymieniać poglądy z Kimś, kto nie bryzga jadem.

        Polubienie

  8. ~szczur z loch ness

    Rzecz cała przypomina anegdotkę o rozmowie żony z mężem. Otóż, małżonka stwierdza że czuje się jak Kopciuszek, na co mąż odpowiada: przecież ci obiecywałem, że będziesz miała życie jak w bajce 🙂
    Serdeczności z Krainy Loch Ness

    Polubienie

    1. Mężczyźni-ananasy (a na nas nie liczcie) przypominają Kolumba: nie wiedział dokąd płynął, gdzie był, a wszystko za pieniądze żony. Pomyślmy, że najcieńszą książką świata byłaby ta: „Co facet wie o kobiecie?” Otwieramy, a tam… parę pustych kartek. Pozdrawiam serdecznie.

      Polubienie

  9. No właśnie, o nich się nie pisze, nie mówi. Bo ważniejsi są „wspaniali” mężowie. Eeeech…
    Nie potrafimy doceniać odpowiednich osób, tych, które są naprawdę tego warte. One najczęściej są z tyłu, skromne, nie rzucają się w oczy. Ale trzeba i o nich mówić. Dobrze że to napisałaś. Też nie wiedziałam i chętnie przeczytałam.:)

    Polubienie

    1. Nie skrzywdziłam Wieniawy, ponieważ o nim nie pisałam (nawet bym nie śmiała). Krzywdzącą opinię wydałabym, gdybym napisała, że nocne eskapady są nieobyczajne i nie uchodziły zacnemu obywatelowi. A że w oczach pani Marii „nieporządnie się zachowywał wobec kobiet”, to już inna historia. O obiektywizm w tej materii trudno będzie, nie ukrywam.
      Henryk Comte, Zwierzenia adiutanta w Belwederze i na Zamku, W-wa 1976, s.65-66. „Rozmowa Wieniawy z panią prezydentową trwała niespełna trzy minuty. Z gabinetu wyszedł, a raczej wypadł cały purpurowy (…). Zauważyłem tylko, że pani prezydentowa była tą wizytą niesamowicie podenerwowana i przez dłuższy czas nie mogła mi tego darować.”
      K. Janicki, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, K-ów , s. 92: „Comte sam przyznał, że ten incydent mógł zostać odebrany jako „świadomy afront uczyniony przez prezydenta marszałkowi Piłsudskiemu. Bo chociaż to nie on wypadł z Belwederu jak z procy, lecz jego wysłannik, ale w wysłanniku dość powszechnie widziano drugie wcielenie marszałka.” Czy w takim razie to Maria Wojciechowska doprowadziła do zamachu majowego? Nie można tego wykluczyć.”

      Polubienie

      1. Nie szło mi o tryb życia Wieniawy, ani o Jego do niewiast odnoszenie (nawiasem to więcej On się opędzić nie mógł, niźli na jakie łowy wyruszał, a z czasem legion tych, co by za Jego byłe kochanki uchodzić pragnęły, zdawał się końca nie mieć). Za niegodziwość lub równą z nią lekkomyślną nieznajomość zagadnienia uważam sugestię, że osobista obraza dla Wieniawy mogła stanowić przyczynę przewrotu majowego. Długoszewski nigdy Marszałka o nic nie prosił dla siebie (poza przyznaniem Mu dowództwa pułku szwoleżerów) i w związku z własną osobą. Gdyby uznał, że został obrażony przez żonę Prezydenta, nie wykluczam, że byłby gotów i Prezydenta wyzwać, ale na pewno nie skarżył by się o to i nie zabiegał, by ujmy na honorze załatwiać poprzez obalanie władzy.
        Długo się tą zajmowałem postacią i nieskromnie rzeknę, że począłem chyba jego charakter rozumieć, podobnie jak sposób myślenia i jestem absolutnie pewnym, że nigdy by sobie nie pozwolił na przenoszenie osobistych urazów ponad sprawy państwowe. Przy tem będąc wobec Piłsudskiego lojalnym nawet nie zwykłą, banalnie rozumianą lojalnością podwładnego, a czymś, co więcej bym rozumiał jako głęboko synowską miłość do kogoś, kogo uznał za duchowego ojca, mentora i przewodnika, mógł w tej sprawie być jedynie wykonawcą poleceń i realizatorem idei, z dawna przez Komendanta postanowionej. Nawiasem to w czasie przewrotu został uwięziony przy czymś, co można by uważać za próbę pertraktacji dla uniknięcia przelewu krwi i właściwie większą część przewrotu przesiedział jako jeniec wojsk rządowych.
        Z WMPani odpowiedzi rozumiem, że to oskarżenie pod adresem Wieniawy powtarzasz Pani za Janickim, którego akurat jako autora czy historyka nie znam, ale skoro pozwala on sobie na takie prymitywno-sensacyjne insynuacje, to tym samym w moich oczach dyskredytuje się tym zupełnie…
        Kłaniam nisko:)
        P.S. Przytaczana niezwykle często anegdota o wożeniu się trzema dorożkami również dowodzi nieznajomości realiów przedwojennego życia w tym i regulaminu wojskowego. Wieniawie się taki incydent zdarzył raz, w dość specyficznych okolicznościach, i w dorożkach kolejnych jechała czapka i rękawiczki. Mowy nie było i być nie mogło o szabli, bo tej zwyczajnie do munduru wyjściowego się nie nosiło, a nie wyobrażam sobie nawet Wieniawy, by się na zakrapiane kolacje prowadzał w galowym, zresztą wyjątkowo niepraktycznym… Do kompletu bzdurno-sensacyjnych pomówień brakuje jeszcze chyba tylko rzekomego wjazdu na koniu do „Adrii”, którego fizyczną niemożność potwierdzali wszyscy, którzy o tem pisać czy mówić mogli, a choć raz byli w „Adrii” i układ tamtejszego wejścia znali. Równie dobrze można by zmyślać, że Wieniawa wjechał konno do budki telefonicznej…

        Polubienie

      2. Na okładce książki „Pierwsze damy II Rzeczpospolitej czytam: ” K. Janicki – historyk, tłumacz i publicysta. Autor i współautor kilku książek, m.in. Elit w II Rzeczpospolitej, Źródeł nienawiści i Pijanej wojny.”
        Historykiem nie jestem, dlatego dziękuję Waszmości za wyczerpujące i rzeczowe opinie. Z pewnością pasjonaci historii, a Waszmość do nich należysz, znają prawdę lepiej z dostępnych źródeł. Pozdrawiam serdecznie.

        Polubienie

  10. No cóż przyznaję, że historia nie jest moją mocną stroną, ale Twój wpis przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Bardzo ciekawe i pouczające to co napisałaś. Uważam, że powinno się dużo mówić o tych jakże zasłużonych w kraju kobietach. Przypuszczałam, że damy nie miały lekko przy boku swoich krnąbrnych i władczych mężów, ale nie sądziłam, że aż tak.
    Jak to dobrze, że dawne kobiety walczyły o nasze równouprawnienie, bo dzięki nim mamy teraz dużo prościej, możemy śmiało realizować swoje plany i marzenia, mamy prawo głosu, prawo do wykonywania zawodów i wiele innych.
    Lena napisała, że marzy o kilku mężach, z których każdy miałby inne zajęcie. Przypomina mi to jak mój mąż nieraz tak mówił, że chciałby być szejkiem i mieć taki swój harem 🙂
    Myślę więc, że współcześni panowie jednak chcieliby mieć przy sobie taką damę, która odwalałaby za niego całą robotę, a on by leżał i pachniał i spoczywał na laurach.

    Ściskam cieplutko w ten deszczowy i zimny wtorek 🙂

    Polubienie

    1. Lena Sadowska

      „Szejkiem być, ach szejkiem być
      i na wyspach Bananowych dyrdymały śnić…”

      Męski harem? Tak na poważnie? Nigdy w życiu!
      I nie ja. Pani D. Stalińska. W monologu satyrycznym.
      Pozdrawiam 🙂

      Polubienie

  11. Polecam traktat ,,Druga płeć” Simone de Beauvoir. Setki lat dominacji mężczyzn nad kobietami, świat został zbudowany na podstawie widzenia go oczami mężczyzn i taki funkcjonuje do dziś. Minie wiele lat i wiele pokoleń tego nie zmieni definitywnie.
    Pozdrawiam Ultro:)

    Polubienie

  12. Wciągający post – jeden z takich, po lekturze których chce się uzupełnić wiedzę o jeszcze więcej. W moim przypadku zawsze skutkuje to hurtową ilością od razu pootwieranych ku pamięci kart z innymi stronami internetowymi (wiem, że to niewskazane, jednak pod tym względem jestem niereformowalna). Jak zainteresowałaś się życiem tych kobiet, Ultro?

    Polubienie

    1. Przeczytałam książkę K. Janickiego „Pierwsze damy II Rzeczpospolitej” i zdumiałam się, że owe damy były mądrzejsze i ciekawsze od ich sławnych mężów. Serdeczności zasyłam.

      Polubienie

      1. Za to cenię blogi, że można się wiele dowiedzieć, zwiedzić, a nawet zobaczyć na fotografiach. Ostatnio byłam w Tasmanii i oglądałam wilka tasmańskiego. Zachwycający. To nic, że wirtualnie. Gdyby nie sieć, nie miałabym możliwości niczego zobaczyć, poznać, „porozmawiać” z ciekawymi ludźmi mieszkającymi w dalekich krajach.
        Serdecznie pozdrawiam.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s