Galicyjski centuś i lajkonik

               Gołębiami brukowany Kraków stał się duchową stolicą Polski dla zniewolonych przez zaborców mieszkańców kraju nad Wisłą. To tu krzewiono śródziemnomorskie obyczaje, tu tworzyło się szkolnictwo, odnawiano historyczne budowle, wspierano kulturę. W Krakowie mieszkali owi sławni centusie, którzy mieli zmysł praktycznego, aczkolwiek czasem przesadnego oszczędzania. Taki swoisty komplement dla ludzi szanujących nawet te marne grosze. Kiedy jeden krakowianin dla chleba sprzedał swe ciało mające służyć studentom, a długo nie umierał, magistrat w końcu przysłał mu … urzędowe ponaglenie. A jak, porządek musi być. Warszawiacy poważali oszczędzanie, szanowali centy, więc na krakowian mówili inaczej, choć niewątpliwie pogardliwie „lajkoniki”. Jak wiadomo, co roku w oktawę Bożego Ciała na znak uczczenia zabicia chana tatarskiego Konik Zwierzyniecki ma prawo harcowania, co przyciąga tłumy gapiów.

         Krakowianin to specyficzny typ człowieka. Zauważył to K. Estreicher: „Odznacza go kultura intelektualna, polegająca na krytycznej powściągliwości, na braku skłonności do wybuchów i emocji. (…) Ma wysokie wymagania i niełatwo czasem się raduje.” Niewątpliwie wyróżnia go lubowanie się w tytułach arystokratycznych, akademickich, magistrackich, najlepiej tych nadanych przez Najjaśniejszego. Przy czym należy pamiętać, że w towarzystwie posługiwano się tytulaturą o stopień wyższą od rzeczywistej! W całej Galicji roiło się od hrabiów, radców, profesorów, doktorów.  Nadradców był taki nadmiar, że ponoć rosły  jak grzyby po każdym deszczu. Pani doktorowa to nie lekarz, a żona doktora.  Całowanie rączek każdej paniusi  i padanie do nóżek pani dziedzicowej było w dobrym tonie. Obecnie tę całą uniżoność i zginanie wpół obserwowałam w szpitalu uniwersyteckim, gdzie młodzi tak reagowali na widok sław profesorskich.

         Galicjanie kochali się w kopcach (obecnie kochamy się w pomnikach). Sypanie ku czci  Wandy, Krakusa, Piłsudskiego, Esterki (obecnie WKS Wawel), Kościuszki (ziemia wożona z Racławic),  a ostatnio Jana Pawła II na Dębnikach.  Z językiem to insza inszość. Galicjoki  stoli w tych ogonkach (znakiem tego tu nie było kolejek), kapoty wieszali na ramiączkach, zakładali elektrykę, jedli kiszkę, pili kwaśne mleko, wychodzili na to słynne pole i szli na nogach, zamiast pieszo. Jan Mikołajczyk (Jasiek z „Wesela”) tłumaczyć się musiał społeczności, że pędził rzeczywiście nocą na koniu, „ale nie z jakimiś wiciami, tylko po wódkę.”  Przy okazji podpowiem, że Legia to klub założony przez Galicjan, a i obecnie podbiera z K-wa co lepszych zawodników. Stolyca, wiadomo. 

         Jako ciekawostkę podam fakt, że Kraków miał swój Madagaskar, czyli wysepkę na Wiśle naprzeciw Wawelu. Po powodzi w 1903 r. wyspę musiano zlikwidować, zatrzymywała wodę niczym tama. Każdy musi również przyznać, że Krakowa nie ma bez hejnału. Prus, zapytany, czy wyspał się, żartobliwie odpowiedział, że wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wariat, który co godzina grał na trąbce. Ale też najdziwniejszym miejscem, gdzie grano hejnał, był fotel dentystyczny, kiedy hejnalista przymierzał ustnik trąbki do nowo zrobionego garnituru zębów. Odnotujmy także i to, że w Hawełce, w  legendarnym lokalu spotkań profesury, dziennikarzy prof. Creizenach podpowiedział Sienkiewiczowi  tytuł powieści podając cygaro wraz ze scyzorykiem do obcięcia końca cygara:  „Panie Sienkiewicz, ogniem i mieczem.” Galicjanie wolny czas spędzali w kawiarniach, gdzie pachniało kawą, tortem Sachera, serowcem i chrustem. Tu toczyły się dysputy wielkiej wagi,  tu szukano natchnienia, ale i plotkowano o romansach, a primabaleriny oraz insze baletniczki przyjmowały hołdy i odbierały prezenty. A szczęśliwi  – wiadomo – kufli nie liczą.

         Galicyjska bieda była znana wszem i wobec.  80 % mieszkańców żyło z rolnictwa, z tym  że połowa gospodarstw miała mniej niż dwa ha. Chłopskie jadło to nie knajpa z baranim udźcem, a mąka gotowana na wodzie zabielanej mlekiem lub serwatką. Gotowana na gęsto nazywała się maleszka. Do tego kasza, marchew, rzepa, brukiew. Mówiono, że chłopi na tych zagonach byli podobni do żniwnych powróseł: słabi, giętcy, wiotcy. Litery CK (znaczą Cesarz i Król – oficjalny tytuł FJ I po r. 1867) zobowiązywały. Najjaśniejszy pon cysorz obecny w pieśniach w oczach swojego ludu był sprawiedliwy, sypiał na twardym, żelaznym łóżku i jadał jeno żołnierskie potrawy.  Pozwolę sobie zacytować odpowiedź Franciszka Józefa na wieść o kradzieży chleba:  „No, no. Jak się jest głodnym, to się nie kradnie, tylko siada do stołu i je!”  ( Nadarza się okazja, by podać przepis na omlet cesarski: pięć żółtek utrzeć z cukrem, dodać pół szklanki mleka, 125 g mąki i delikatnie połączyć z pianą). Nadmienię, że L. Mazan napisał książkę pt. „Zdarzenia z życia Naszego Monarchy”, ponoć zakładki do książki wykonane zostały na wzór i podobieństwo tasiemek bielizny cesarza.

           Wypada wspomnieć, o czym mówią pieski co roku w Wielkim Pochodzie Jamników: „Nie będziemy gryżć się jak ludzie.”  Przepraszam, niechcący wyszła tu krakowska szopka. To może krakowskim targiem,  „Gaudeamus”:

https://www.youtube.com/watch?v=TMUFMvm1sh0

  „Hej,Radujmy się więc, dopókiśmy młodzi!  
Po przyjemnej młodości,
po kłopotliwej starości,
posiędzie nas ziemia,”

I tak jak mówi krakauerolog Leszek Mazan: „Poza Krakowem życia nie ma.

A jeśli jest, to co to za życie!”

86 uwag do wpisu “Galicyjski centuś i lajkonik

  1. ~Eliza F.

    Twoja notka to miód na moje serce 🙂 . Wywiad z p.Mazanem czytałam w ostatniej Angorze i też uśmiałam się do łez . Dzięki serdeczne .Pozdrawiam 🙂 .

    Polubienie

    1. Nie czytałam Angory, ale zajrzę. Nie wiem, czy będzie do śmiechu:
      Krakowianin wchodzi do sklepu i prosi o 15 dkg kiełbasy. Ekspedientka pyta: – Czy pan mecenas ma dziś gości?

      Polubienie

  2. ~Dreptak Zenon

    Dawniej pewnie bym się zgodził, ale teraz już takiej pewności nie mam – albo te Krakusy jakieś się zrobiły niekrakusowate, albo wymarły, czy co? A może ja skrakusiłem się?
    Na pewno wszyscy cijają, krakusy czy niekrakusy – rzecz tylko w ilości naleweczek!!! 😀 😀 😀

    Polubienie

    1. Przez ostatnie 20 lat Kraków zmienił się, do kamienic mieszczan wdarł się „świat” przyjezdnych, cudzoziemców, ludzi wracających z zagranicy, czy podróżujących po świecie. Dzięki temu staje się coraz bardziej otwarty i tolerancyjny. I bliżej mu do tego Londynu niż do życia Dulskich.
      Przeczytałam jednak ostatnio relację podróżnego, który na własne oczy widział krakowianina, który ponoć targował sie z automatem parkingowym….

      Polubienie

  3. ~Stokrotka

    Tekst Twój jak zwykle udany i trafny. Leszka Mazana uwielbiam i też czytałam /podobnie jak Eliza F/ wywiad z nim w ostatniej Angorze.
    Pomyślałam sobie jednak, że te kilka słów krytycznych w stosunku do mieszkańców Krakowa /ale takich z krwi i kości/ to mały Pikuś w porównaniu do złej opinii jaką się wystawia mieszkańcom Warszawy.
    I rzeczywiście cos w tym jest – Warszawiacy potrafią być okropni. Są też jednak wśród nich wspaniali.
    Wszystko się po prostu miesza.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    1. Różnica między mieszkańcami K-wa i W-wy zasadnicza:

      Sklep alkoholowy w Warszawie. Klientka prosi o pół l wódki. Ekspedientka pyta: – Na miejscu czy zapakować?
      Sklep alkoholowy w Krakowie. Klientka prosi o 0,5 l wódki. Ekspedientka na to: – O, To jakieś wielkie przyjęcie urządzacie…

      Polubienie

      1. ~Stokrotka Blogowa

        He he he;)
        A wiesz, ze ja wódki w Krakowie chyba jeszcze nie piłam, zawsze na winku się kończy, może coś w tym jednak jest:)

        Polubienie

      2. Polemizowałbym cokolwiek…:) Krupnik na miodzie, jeszcze lipowym, do tanich z pewnością należeć nie będzie, podobnie jak nalewka czekoladowa czy jakiekolwiek inne, gdzie gęsto od ingrediencyj kosztownych jako chociażby laska wanilij prawdziwa…
        Kłaniam nisko:)

        Polubienie

      3. Hmm, jak się robiło nalewkę jeno aroniową, która nie kosztowała nic poza spirytusem, to bywa, że ocena nie jest dobrze skalkulowana. Dopiero widzę, ile pracy, a przede wszystkim nauki przede mną. Dużo wody w Wiśle upłynie, zanim się z nalewkami obznajomię.
        Zasyłam serdeczności.

        Polubienie

  4. Kraków znam tylko jako turystka, głównie indywidualna, bo mieszkam niezbyt daleko. Nigdy jednak nie poznałam blisko i osobiście nikogo z tego regionu, a szkoda, bo chciałam mu zadać pytanie: jak to się stało, że z Krakowa właśnie (także opisanego przez Ciebie) wywodzą się „wyborczo” Ziobro, Gowin, Żalek, Rokita?

    Polubienie

  5. Lubię Kraków, więc z przyjemnością przeczytałam o ciekawostkach. Nawet, gdy mieszkańcy to centusie, to niezaprzeczalnym faktem jest, że mają styl i żyją z fantazją. Mają powody do dumy ze swojego miasta, więc zadzieranie nosa zasadne. Klimat /nie mylić ze smogiem/ jest cudnie niepowtarzalny. Ze zrozumieniem przyjmuję słowa Mazana, ale swoje rodzinne miasteczko bardzo kocham. Pozdrawiam Ultro 🙂

    Polubienie

  6. I w tym jest urok, piękno królewskiego miasta. W tym co widzimy, w jego mieszkańcach, zwyczajach, w tym wszystkim co Kraków wyróżnia. I kawiarenki, precelki, gołębie, styl itp. Moje pierwsze spotkanie z Krakowem, to początek lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, na Krowoderskiej. Pewien epizod, jako młody chłopak, uczeń szkoły średniej w Tarnowie, wieśniak z pochodzenia od scyzoryków, przyszło mi uczestniczyć w konkursie krasomówczym. Oczywiście rywalizację z krakusem przerżnąłem, ale nabrałem odwagi, zmężniałem. Często jeździliśmy z Tarnowa do teatru, na kawę, ot tak by pobyć chwilę. Potem w latach osiemdziesiątych bywając służbowo, widziałem co działo się w Nowej Hucie. Nawet przez 9 lat pracowałem w Krakowie/placówka terenowa w Tarnowie. Ciężko się tam oddycha, ale nigdzie tak pięknie już nie ma. Nasza ukochana „Stolyca” ma swój urok, Zamość jest piękny, Starówka w Gdańsku itp. ale Kraków to Kraków. Nawet i kibice Cracovii i Wisełki to też pewien koloryt. Rację ma Pan Leszek : „Poza Krakowem życia nie ma. A jeśli jest, to co to za życie!” No właśnie, jest takie jakie jest, idzie wytrzymać. Pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

    1. Stworzono poradnik dla osób chcących przetrwać w K-wie, czyli czego nie wypada:
      „Pytać się o Starówkę to obciach taki, jak studiowanie prawa na KSW [Krakowska Szkoła Wyższa}
      Nie wypada kupować w pewnych miejscach, czyli
      a. W budach rozkładanych na święta (…)
      b. W wózkach z obwarzankami – obwarzanki kupują tylko turyści i babcie, które wykorzystują je w celu, dla którego zostały stworzone, czyli jako pokarm dla gołębi
      c. Na stoiskach przy dworcu – sprzedaje się tam wielokrotnie wymacane przez przepocone ręce i w dodatku niesmaczne oscypki. Krakusi oscypki kupują tylko w jednym miejscu – na Krupówkach w Zakopanem”
      Pozdrawiam.

      Polubienie

      1. Może ze względów estetycznych, higienicznych, ambicjonalnych do tego miasta dzisiaj te „kwiatuszki”, tak bardzo jak kiedyś nie pasują, ale to też jakiś tam folklor, znany przecież od lat. Można to wziąć w odpowiednie ryzy, ustawić wymagania i niech sobie krzyczą: „komu oscypki, komu”. Krakus pojedzie po oscypek do Zakopca, ale ten z prowincji kupi. Krakowskie kwiaciarki, krakowskie przekupki są przecież wizytówkami grodu Kraka, pozwolę sobie przypomnieć. Pozdrawiam. 🙂

        Polubienie

      2. Dziękuję za kwiaciarki i przekupki. Ja jeszcze zwykle podpowiadam, by zobaczyć mezuzę na ul. Dajwór 18 przed wejściem do Muzeum oraz Plac Bohaterów Getta z 37 krzesłami.
        Serdeczności zasyłam.

        Polubienie

  7. Tak, krakusy są dziwne bardzo, a Kraków niemiły niestety… dla mnie, rzecz jasna. Jedzą filety i drumsticki zamiast kurzej piersi i podudzi… Są hermetycznie zamknięci na przyjezdnych, chociaż ciągną kasę na turystach… Ale jest parę fajnych miejsc w tym mieście, no jest. Żeby nie było, czasem tam mieszkam. Ale nie lubię.

    Polubienie

    1. Ja też lubię:
      Student (wściekły) oprowadza wycieczkę, aż w końcu dochodzą pod Wawel i pada pytanie:
      – A co to za budowla?
      Na to student:
      -Nie wiem, kurczę, wczoraj tego tu nie było!

      Polubienie

  8. Opowiadasz równie ciekawie, jak cytowany Mazan, którego lubię słuchać. Wielu interesujących i utalentowanych ludzi pochodzi z Krakowa. Z drugiej strony o nadmierna oszczędność obwinia się nie tylko Galicjan.
    Z opowieści moich babć wynikało, że podobna bieda, co w Galicji była także na Kujawach, tu tez gospodynie potrafiły, bo musiały ugotować zupę z niczego. To, że każdy region ma swoje charakterystyczne cechy jest właśnie takie ciekawe…

    Polubienie

    1. A w krakowskiej Galicyjskiej podają: pieczeń z dzika Franciszka Józefa, żeberko Wojaka Szwejka, polędwiczki cesarskie w sosie z leśnych grzybów, faszerowaną pierś książęcą…
      Serdeczności.

      Polubienie

  9. Urzędowe ponaglenie powiadasz? I bardzo dobrze! Słowa trzeba dotrzymywać, więc jak się obiecało umrzeć, to umrzeć trzeba (nawet, jak zdrowie nie pozwala). PS. Tam padanie! Ścielenie się do nóżek, to dopiero kindersztuba:)

    Polubienie

    1. Kindersztuba – słowo zapomniane. Ogłada siada w każdej dziedzinie…
      Dawniej zaszczytem było picie z cieniutkiej porcelany Rosenthala, obecnie porcelany do wyboru, a pijemy z ciężkiej i grubej z Ikei lub chińskiego kobaltu.
      A tak nawiasem nóżka kiedyś to była grzeszna część ciała. Panowie w deszczowe dni specjalnie wyruszali w miasto, aby zobaczyć łydki, kiedy panie, aby nie ubłocić suknie, podnosili je w górę i pokazywali owe „pęciny” omawiane przy kawiarnianych stolikach.

      Polubienie

  10. Jestem rodowita Krakowianką i od zawsze zachwycam się pięknem naszego miasta. Wiele ciekawych zabytków, miejsc i tradycji przyciąga całe rzesze turystów, A krakowskie uczelnie, choćby taka sławna Akademia Górniczo Hutnicza mieści u siebie wielu zagranicznych studentów.
    Obwarzanki, precle bardzo lubię i często je kupuję właśnie ze specjalnie przeznaczonych ku temu wózkach 🙂
    Z resztą cała rodzinka je lubi, więc nie do końca zgodzę się z tym, że kupują je tylko starsi i amatorzy dokarmiania gołębi.

    Pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

    1. Gabuniu, prawdopodobnie chodzi o brak higieny , a i kurz ulicy osiadający na preclach. Sama czytałam, że precle należy kupować w piekarni.
      Serdeczności dla krakowianki zasyłam.

      Polubienie

    1. Prof. J. Hausner pisze „Krakowa obcy muszą się długo uczyć”. Tu nieomal „wszyscy się znają”. Szkoda, że nikomu nie wpadło do głowy stworzyć przestrzeń innowacyjną, czyli Dolinę Krzemową zamiast budować partyjne mateczniki i toczyć podchody dla władzy i kasy.
      Serdeczności zasyłam.

      Polubienie

    1. Narzekania słychać, że tradycje zanikają, inni się cieszą, że dawnego konserwatyzmu mniej. Czasem trzeba wejść na ten Kopiec, czy zejść do podziemi w Rynku, by więcej zobaczyć.
      Serdeczności.

      Polubienie

  11. U nas na Sądecczyźnie też wychodzi się na pole (o co stale sprzeczam się z dziewczyną pochodzącą z Gdańska, gdyż tam się wychodzi na dwór 😀 ).

    Kraków miasto wspaniałe, pełne klimatu na każdym rogu, Można by się tam zagubić na wiele godzin… GDYBY nie te przeklęte, wszędobylskie gołębie!

    Dzięki Kochana za tę małą podróż w czasie i przestrzeni… 🙂

    Polubienie

    1. Wychodzą niewłaściwie? Wszystko przez to, że na południu mieszkają we dworkach, więc siłą rzeczy muszą wychodzić na pole. Gdzie indziej jest odwrotnie, więc z pola wychodzą dopiero na dwór.
      Kosmiczny wygląd mają budynki RMF FM. Obrzeża obfitują w nowoczesną architekturę, ale śródmieście… cały czas głowa zadarta, bo w każdym z tych budynków czai się historia.
      Serdeczności.

      Polubienie

  12. ~Lena Blackrose

    Byłam w Krakowie, co prawda rozmawiałam tylko z jedną starszą panią (nawet nie wiem, czy była rodowitą Krakowianką, chyba tak), miasto mnie urzekło, a co do ludzi to niewiele mogę powiedzieć ;D. Aczkolwiek chyba nie tylko w Krakowie tak było, że tytuły były ważne. W Anglii chyba też, byli właściciele wsi czy całych posiadłości, z zamkami na czele. I każdy się kłaniał, bo to wielki pani, czy pani. Ten zwyczaj z podnoszeniem czyjegoś tytułu niezgodnie z rzeczywistością czasem jeszcze i teraz się zdarza, choć chyba rzadko.

    Polubienie

    1. Kraków to fascynująca podróż po przeszłości, szczególnie ciekawe są zakamarki i historie z nimi związane. Warto także czytać tabliczki na budynkach, które informują do kogo należała kamienica i kto w niej przebywał.
      Serdeczności zasyłam.

      Polubienie

  13. Obowiązkowo trzeba będzie z dziećmi jechać.:) Znam kilka bardzo sympatycznych osób z Krakowa:) i ogólnie mam miłe wspomnienia z wycieczek.:) Miasto ma swój urok, chociaż jako turystka znam głównie zabytkową część. Ale Ewa pokazuje na swoim blogu taki codzienny Kraków i bardzo zachęcająco wygląda.:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    Polubienie

    1. Kraków to miasto turystów, więc w centrum praktycznie się nie kupuje, pamiątki także drogie. Nie zobaczy się zakamarków, kiedy oprowadzają przewodnicy, a tam naprawdę prawdziwa historia…
      Serdeczności.

      Polubienie

  14. Lena Sadowska

    Witaj, Ultro.

    Jak zawsze – ciekawie i dowcipnie 🙂

    W moich stronach też jada się kiszkę i pija kwaśne mleko, ale my wychodzimy na dwór, gdzie czasem gdaczą nam koktuchy, a zamiast hejnału słuchamy pietucha 🙂

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. To już wiem, gdzie Twój ród. Pewnie północny wschód. Kiedy będziesz miała okazję, polecam odwiedzić Bronowice z Rydlówką ze względu na słynne „Wesele”, także dziewiętnastowieczne forty na Krzemionkach, Muzeum Inżynierii Miejskiej naul Św. Wawrzyńca, czy najsłynniejszą piwnicę – Rynek 27.
      Zasyłam serdeczności.

      Polubienie

  15. Lubię Kraków. Robiłem tam studia podyplomowe, Tam studiowała, a teraz mieszka moja córka, więc kontaktów mam wiele.
    Lubię też precle i kupuję je tam, gdzie mi wejdą w drogę bacząc jedynie aby miały dużo maku i były spieczone. Panie podają je na „pogrzebaczu” i zawsze wkładają do torebki.
    Co do mentalności centusiów, to zawsze imponowało mi powiedzenie krakusa: „Co tanie, to drogie”. Byłbym za upowszechnieniem tej zasady w całym kraju

    Polubienie

    1. Lubię oddychać atmosferą przeszłości w Krakowie. A o krakowianach pisał L. Mazan:
      „Tak więc chytry jest Germanin,
      Francuz – sprośny, Włoch – namiętny
      A zaś każdy krakowianin: goły i inteligentny”
      Serdeczności.

      Polubienie

      1. Przypomniało mi się osobliwe spotkanie z pewnym panem proszącym o wsparcie. Czekałem na tramwaj na przystanku i zagryzałem – co? A no właśnie, precla. Może to wzbudziło w nim poczucie głodu. Podszedł do mnie ubrany w marynareczkę, z fantazyjnie zawiązanym na szyi szalikiem, bez czapki ( a było już dość chłodno) i ochrypłym nieco głosem zagadnął:
        – Szanowny panie, jestem jak pan widzi kloszardem i mam pewne problemy finansowe. Dlatego też ośmielam się zwrócić do szanownego pana z prośbą. Czy nie zechciał by pan wesprzeć mnie drobnym datkiem? Myślę, że 2 złote nie stanowi dla pana problemu, a dla mnie ma duże znaczenie….
        Po zgrabnym wyrecytowaniu tej formułki ustawił się w pozie jakby lekkiego skłonu i wyraźnego oczekiwania. Pomoc uzyskał, pięknie podziękował z użyciem owego „szanownego pana” ale nie odszedł z tego miejsca. Widocznie zagadnął kogoś następnego.
        Zapamiętałem jego twarz i maniery z jakimi się zwracał o wsparcie. Kloszard – to brzmi dumnie

        Polubienie

      2. A ja szukam świata opisanego przez T. Boya-Żeleńskiego: ” Chlebuś piecze się duchowy; Wszystko tylko Duchem żyje, Wszystko tylko Pięknem dyszy; Nigdy ucho tam niczyje Prozy życia nie zasłyszy; Estetyczne rozhowory Rozbrzmiewają od stolików, Sztukę pcha na nowe tory Grono c.k. urzędników; Nic nie mąci głębin myśli, Nic nie przerwie sennych marzeń – Żyjem całkiem niezawiśli Od banalnych kręgów zdarzeń! Niech się fale zjawisk kłębią Gdzieś tam w wielkich stolic wirze – My tu żyjem życia głębią! (Jak robaki w starym syrze…) Niech tam sobie inne nacje Zadzierają nosy w górę – Kraków też ma swoje racje: Swoją własną ma „Kulturę”!
        Serdeczności zasyłam.

        Polubienie

  16. Gołębi nie lubię (bardzo źle mi się kojarzą, mimo że nie one zawiniły) – lecz wpadać do Ciebie, Ultro, niezmiennie tak. Mało mam ku temu okazji ostatnimi czasy, za to duży wybór postów do przeczytania, gdy już. Na razie robię wstępną przebieżkę i widzę, że choć kanikuła, to jesteś tu aktywna jak zawsze. Blogowy pracuś z Ciebie 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    1. Znam miarę: mniej więcej jeden post na tydzień, na Fb 5 -10 minut, dlatego mam czas na ciekawsze rzeczy.
      A kiedy chcę o interesujących rzeczach, czy o Japonii poczytać, to sięgam:
      Kiedy kot opłakuje mysz, nie bierz tego na poważnie

      Polubienie

      1. Oj, może mój komentarz zabrzmiał wbrew intencjom. Osobiście cieszy mnie, że na Twoim blogu, Ultro, postów jest dużo i że są one zróżnicowane, ponieważ tym przyjemniej wyszukuje się coś do poczytania na już.

        Życzę miłej niedzieli 🙂

        Polubienie

      2. Kochana, to na Twoim blogu (żałuję, że działalność zawieszona, szanuję to) zdobywałam wiedzę o Japonii, oglądałam sklepy, towary…, a nawet jeden kupiłam (ten pod komputer dla wygody nóg). Na Twoim fb profilu czytam o problemach tego świata. Dziękuję. A niedziela pochmurna, deszczowa 13 stopni. Pozdrawiam.
        Zasyłam serdeczności.

        Polubienie

      3. Blogowanie i internety w ogóle trochę za bardzo zajmowały mi głowę, dlatego postanowiłam się zdyscyplinować. Dobrze mi z tym, niemniej Twoje zainteresowanie, Ultro, nie jest mi obojętne, tym bardziej, że od początku postrzegam jako szczere. Dlatego niniejszym obiecuję, że najpóźniej na wrzesień coś tam przygotuję, mam nadzieję – ciekawego.
        Tymczasem życzę Ci pogody ducha, skoro pogoda za oknami kaprysi.

        Polubienie

      4. Dziękuję za miłe słowa. Tobie i Rodzinie życzę wszystkiego, co najlepsze i najwspanialsze, nade wszystko wzajemnej miłości.
        Serdecznie pozdrawiam.

        Polubienie

    1. Kiedy przyjedziesz następnym razem, radzę zajrzeć do restauracji Twojego imienia na ul. Sw. Tomasza 43 i zajrzeć na taras, z którego zobaczyć można panoramę miasta.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Polubienie

  17. ~Małgośka

    Kraków, jak to miasto stare, piękne, duże i z tradycjami ma swój specyficzny charakter i temperament
    Ja, w części krakowianka (po kądzieli), mieszkańców Krakowa zapamiętałam jako ludzi pogodnych, życzliwych i z dużym poczuciem humoru.
    Czy jako centusi? Nie. Raczej, jako ludzi myślących racjonalnie, zachowujących specyficzny „spryt życiowy”. 😉
    A temat wyspy, tzw. kanału ulgi, podnoszony był jeszcze wielokrotnie.
    Tu jedna z wielu dyskusji sprzed lat.

    Polubienie

  18. Dowiedziałam się od Ciebie wielu ciekawych o Krakowie i Krakusach rzeczy. A także o słowach, które znam, ale nijak z nimi nie łączyłam 🙂 Takie ramiączko na przykład, albo ogonek. O pochodzeniu tytułu pierwszego tomu Trylogii też nie wiedziałam 🙂
    Od siebie polecam książkę „Maria i Magdalena” Magdaleny Samozwaniec (de domo Kossak). O Krakowie, krakowskim arystokratycznym i artystycznym światku. Oczywiście między innymi 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. Cechą zauważoną przez Boya była pewna świętoszkowatość.
      „Nic w tym mieście nie było takie, jak gdzie indziej. Pory roku znaczyły się tam obrzędami. Groby, nabożeństwa majowe. Boże Ciało, lajkonik, wianki, pasterka, w ogóle wszelkie uroczystości odgrywały w życiu Krakowa nieproporcjonalnie dużą rolę. Rozwijał się zmysł dekoracyjny. Po rezurekcji we wszystkich salonach rozmawiało się o tym, jak prześlicznie wyglądał biskup Dunajewski z infułą na srebrnych włosach. Mówiło się o nim, jak gdzie indziej o aktorce. Osobliwym zbiegiem spotęgowała jeszcze tę naturalną skłonność sytuacja polityczna Krakowa, czyniąc zeń uprzywilejowane miasto narodowych obchodów, przedsionkiem do Skałki i Wawelu.”

      Polubienie

  19. Bliski jest mi Twój artykuł Ultro. Chociaż mieszkam od urodzenia w Wielkopolsce czuje się Krakuską w dużej części. Moi rodzice byli Krakusami i wiele cech, które opisałaś, posiadali.
    Pozdrawiam serdecznie Ultro:)

    Polubienie

    1. Miasto się zmieniało, krakowianie także. Boy- Żeleński w „Znasz-li ten kraj”: Przyszedł czas zresztą, że ten dawny Kraków zaczął się rozkładać. Starsi hrabiowie zramoleli lub wymarli, młodsi hrabiowie nie czuli się na tyle pomazańcami, aby objąć ich rolę. I miasto dojrzało do tego, aby się bez nich obchodzić.”

      Polubienie

  20. Jak piszesz to po prostu połykam a nie czytam. Powinnaś pisać podręczniki do algebry bo z Twoim lekkim piórem i wypowiadaniem się prostym językiem nawet matma stałaby się znośna 😉
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie po więcej. Mam ochotę spróbować kremu z grzybów ale mało dziś nazbierałam 🙂

    Polubienie

    1. Kraków, czterech, łysych, w „modnych” dresach podchodzi do niewielkiego młodego pana, elegancko ubranego, w garniturze, z teczką..
      Dresy: Ej, ty.. Cracovia czy Wisła ???!!!!
      Garnitur: Ależ panowie, ja jestem z Warszawy…
      To trzeba zrozumieć. Serdeczności zasyłam.

      Polubienie

  21. Mazan Jegomość też od lat powtarza z lubością, że od czasu jak się spławiło do Warszawy Zygmunta III wraz z dworem (bo to się głównie tratwami odbyło po Wiśle), to w miejscowościach obu znacząco się podniósł poziom inteligencji:) Nawiasem to ciekaw jestem, czy ów by się wynosił, gdyby przez te swoje alchemiczne głupotki razem z Mikołajem Wolskim ognia nie zaprószyli i połowy Wawelu nie spalili… I jak też by ta historia wyglądała potem…
    Opis Estreichera znajduję przecudnym i nad wyraz trafnym:) Precli za to nie znoszę…
    Kłaniam nisko:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s