Listopadziejące logo młodopolskiego pisania

         Dziwna gorzkość wykrzywia wargi bohaterów młodopolskiej poezji i prozy. Jak wiemy, zgryzoty na zagrychę potrafią zagryźć na śmierć naznaczonych weną twórczą. Kebabem ani nawet tymi sławnymi ośmiorniczkami złych zawirowań nie da się zakąsić. Tęsknota pomazańców za nieosiągalnym stanem coraz wyższych wyżyn odczuwania i ten paniczny lęk przed pustką w sercu i duszy z powodu braku polotu, spowodowane były  strachem przed znaną dziejbą otchłani wciągającą te truchła i próchna tułaczej duszy modernisty. Przypomnę znane słowa K. Przerwy – Tetmajera: „…choć życie nasze splunięcia niewarte: eviva l’arte!   Niech nam żyje sztuka.

        Sztuki pisania – za przeproszeniem piszących – lubić się nie da. Choćby dlatego, że cały czas należy dbać o te słowa, ubierać i przyozdabiać, a także obserwować przez to szkło powiększające, by oglądać wyraźnie i z różnych stron, przy czym jak już się doszło do tych pól samego Grunwaldu, to łatwo było wpaść nie tylko w ślinotok uprzedzeń, ale i absynt absurdu. A żal na bal nie tak łatwo zamienić. Z tego procesu koszmarnej męczarni klepania, stukania, czy pisania rodzi się jednostka chorobowa zwana stuporem, a tu jeszcze nad ranem  trzeba usunąć niezgrabność myśli, coś poprawić albo przekreślić. Słowem – udręka udręki. Jak bowiem inaczej wyrazić dramaturgię dnia pierwszego i ostatniego między dwoma stanami, czyli między bezgranicznym smutkiem, a radością  inaczej? W dodatku bladym świtem następuje atak bezczułych mar, wtedy nie ma nadziei na żadną nadzieję. Tematami całonocnych rozmów (a wiadomo, że życie bohemy zaczynało się o zmierzchu, a kończyło nad ranem) była ONA – SZTUKA. Meteor Młodej Polski, twórca satanizmu intelektualnego – S. Przybyszewski – grzmiał, że sztuka stoi ponad życiem. Uważał bowiem, że „Zwlekać sztukę z jej piedestału, włóczyć ją po wszystkich rynkach i ulicach to rzecz świętokradcza.” Oj, Stachu, gdybyś się obecnie niechcący obudził… Stupor katatoniczny murowany.  (Inna rzecz, że książę ciemności bólu nie ukoił i stał się alkoholikiem).

           Powtórzmy za K. Irzykowskim, że poezja i proza to swoiste formy współżycia duchowego. I tu zaczyna się zmora każdego, kto wybrał profesję tego piszącego. Można być w stu procentach pewnym, że zaczną się łamańce – tańce z tymi pytajnikami: Jak żyć, by nie wyć? Jak uciec i na tym polu nie polec? Czy kolor czarny to widok marny? Co przemielić, a czym się zachwycić? Z tego jątrzącego gwaru, kłębowiska myśli, nieodporności nadwrażliwych i wewnętrznego z sobą bycia, wracało się do picia, aby uatrakcyjnić zdania imiesłowami z życia, bowiem „są myśli, słowa nawet, które trzeba koniecznie głośno wypowiedzieć, aby nas straszyć przestały” (W. Berent). Trzeba w końcu jakoś przeżyć ten ból istnienia. I ten głód, który choć jednym łykiem wypada dotknąć. ” Paradoksalnym faktem jest, że bardzo często im osobistszą jest liryka autora, tym lepiej trafia do serca czytelnikowi.” (Karol Irzykowski).

         Jednak odczuwanie naznaczone gwiazdami mgieł i zasnute ciężko oddychającymi  chmurami uwiera dniem i boli nocą. Nic dziwnego, że Jama Michalika pękała w szwach, a szklanki pełne trucizn wzywały ratunku. Pojawiała się zawoalowana ironia, bo jakże poradzić sobie z trującymi oparami półmroku skąpanego w otchłani odmętu. Ta podświadomość, że to „poeta organizuje chaos” (K. Irzykowski) i ta półświadomość, że „Nasze życie można uj­mo­wać ja­ko epi­zod, który niepot­rzeb­nie zakłócił błogi spokój ni­cości. W każdym ra­zie, na­wet ten, ko­mu się ja­ko ta­ko wiodło w życiu, im dłużej żyje, tym jaśniej zda­je so­bie sprawę, że życie ja­ko całość jest a di­sap­poin­tment, nay, a cheat [roz­cza­rowa­niem, nie, wręcz oszus­twem], czy­li, że mówiąc po nasze­mu, ma cha­rak­ter wiel­kiej mis­ty­fikac­ji, by nie rzec szalbierstwa.” ( A. Schopenhauer).  Nie starczy polemik, by przenieść góry na miejsce tych nizin. Ówcześni filozofowie, owi kapłani wyrafinowania intelektualnego modernizmu, mają trudności  z dogadaniem się z własną duszą. „Po­wiadam wam; trze­ba mieć chaos w so­bie, by na­rodzić tańczącą gwiazdę.” (F. Nietzsche). 

         Ta młodopolska jesień powoli sączona kroplami aż do zdrętwienia, otulona pląsawicą, tęsknicą, czy osmętnicą była kluczem do wejścia na wyższy poziom wrażliwości artystycznej, czyli w Sztukę przez wielkie S.  („Sztuka mu pokaże, że nie warto dbać o rzeczy tak zmienne, jak jutro, lecz trzeba dbać o rzeczy niezmienne, np. o śmierć lub inny ideał”).  A. Górski ubolewał w „Życiu”, iż „żyjemy w czasie wielkich bankructw idei”. Ciekawe, jak skomentowałby obecne czasy?  Wsłuchani w dekadencki chichot szamotania, powiedzmy sobie szczerze, tako rzecze też Zaratustra: „Lecz człowieko­wi sa­mego siebie tyl­ko dźwi­gać jest ciężko! Ja­ko że zbyt wiele ob­ce­go włado­wał na swe bar­ki. Ja­ko wielbłąd przyklęka on i poz­wa­la się dob­rze obładować.” Trudno nie pojąć. Somnambulicy, dekadenci, zmory, koszmary, próchna funkcjonują w każdej epoce, czy chcemy tego, czy nie. Wreszcie… jak tu nie zapukać we własną cholewkę buta, by nie karmić głowy tą złudą, tym śnieniem, bądź tym melancholicznym, listopadowym…  z  a  m  y  ś  l  e   n   i   e  m.

66 uwag do wpisu “Listopadziejące logo młodopolskiego pisania

  1. Wystarczy mi zamyślenie nad Twoim postem. Wszystkiego tu po trochu, tak jak TAGI wskazują. Poloniści, do dzieła ! Jak dobrze, że moją profesją jest coś innego. U mnie są to sprawy prawie zawsze wymierne. Choć niedawno, w ostatni poniedziałek, ja „starowinka” poddałem się jeszcze egzaminowi sprawdzającemu. Pytano, odpowiadałem niezgorzej. Wniosek jaki z tego faktu płynie to: „mierz siły na zamiary”, ale czy jeszcze dam radę? O umyśle mowa, bo fizycznie to już prawie „zwłoki”. Pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

      1. ~Dreptak Zenon

        Coś mnie ominęło? Bo jakbyśmy inne rozmowy słyszeli? Ja coś zarejestrowałem o encyklopedyczności! A zamieszania ani tumultu żadnego nie widziałem! 😀 😀 😀
        A tak w ogóle to przeczytałem ” logo małopolskiego pisania” i już chciałem wyciągnąć oczywiste, mylne wnioski zahaczające o filozoficzna zadumę. Dobrze, że za chwilę przeczytałem jeszcze raz. 🙂

        Polubienie

  2. Młoda Polska nigdy nie potrafiła przemówić do mnie. Symbolizm, modernizm, dekadentyzm… zwinięte w precel zdania, które duszy młodej wtedy, chłonnej wiedzy i Sztuki przez duże eS pisanej, trudno było rozwikłać i zrozumieć. Zemściła się na mnie ta niechęć młodopolska na maturze. I teraz nie pałam do niej specjalną sympatią, acz przyznać muszę, że młodopolska jesień wspaniale komponuje się z zaokienną mokrą szarością. Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  3. A moją wyobraźnię zawładnęły te osmętnice:
    „Idzie samotna dusza polem,

    idzie ze swoim złem i bólem,

    po zbożnym łanie i po lesie,

    wszędy zło swoje, swój ból niesie

    i swoją dolę klnie tułacza,

    i swoje losy klnie straszliwe,”
    Spróbuj poczuć atmosferę i sposób myślenia tamtej epoki.
    Serdeczności.

    Polubienie

    1. Kiedy chodzę po wąskich uliczkach starego Krakowa, słyszę jak te kamienie mówią i wyobrażam sobie, jak nad ranem wylewa się bohema z Jamy na Floriańskiej i krzyczą: my tu o ojczyźnie, a bydełko śpi ! (Czasem otwierało się okienko z którejś kamienicy i uciszało rozgrzane głowy cyganerii). Pamiętajmy, że artyści z reguły byli biedni jak przysłowiowe myszy kościelne. W tych podartych płaszczach, dziurawych butach z głową pełną szczytnych ideałów niełatwo było żyć.

      Polubienie

      1. Byliśmy w owej Jamie całą rodziną trzy lata temu. Zamówione potrawy nie spieszyły się na nasz stół i dlatego zostawiłem towarzystwo aby obfotografować niemal wszystko, co powieszono na ścianach i postawiono na stolikach. Też myślałem o tamtych, odległych już czasach. Tam nawet oświetlenie jest z minionej epoki, co dzisiaj utrudnia fotografowanie.
        Artyści zawsze byli biedni, bo byli artystami.

        Polubienie

      2. Dodam jeszcze słówko wybitnego człowieka
        Antoni Górecki (1787-1861)
        Piękne wydanie
        Dzieł swoich wydanie zrobił Krzysztof wspaniałe,
        I prawda, znaczny na to wyłożył kapitał;
        Lecz mniema, że wydatki już skończone całe…
        Jeszcze trzeba zapłacić, ażeby ktoś czytał…

        Polubienie

  4. Pamiętam, co myślałam, kiedy ogarniałam ten okres w Liceum: „cholerne nieroby, żerujące na kobietach; jakby się do przyzwoitej roboty wzięli, to by im smutki przeszły i melancholie też” 🙂 Pozytywizm, o, to jest to, co mi naturalnie leży. No, bo pomyśl, te dusze płaczące nad marnościami ludzkiego bytu, należały do wiecznie nasączonych alkoholem ciał (był wśród nich jakiś abstynent?) lub w najlepszym razie na kacu. I nie tylko pisarzy mam na myśli.
    Choć z drugiej strony pionierzy Doliny Krzemowej byli inspirowani przez LSD 🙂 Być może, więc, jest w nas ludziach jakaś blokada, którą należy zniwelować, by tworzyć? Chyba trochę odbiegłam od tematu, ale trochę się nie liczy 😉
    Pozdrawiam jesiennie, co wcale nie znaczy smutno. W końcu jest czym oddychać.

    Polubienie

      1. Małgosiu, wszystko, co nas dotyczy, jest na ten temat. Life is beautiful, choć życie to nie teatr. Po nudnym pierwszym akcie nie wyjdziesz z tej sztuki życia, a chandra i dołki dopadają równie często jak tych utalentowanych.
        Serdeczności.

        Polubienie

      2. Małgosiu,
        Masz świętą rację. Życie artystów bez Ziemiańskiej to nie życie. Wachmistrz wytłumaczył mi, że kobiety na tych męskich posiedzeniach nie bywały, ponieważ się … nudziły.
        Dziękuję za link.
        Buziaczek!

        Polubienie

  5. Witaj… z niejaka rezerwą odnosiłem się do hasła „sztuka dla sztuki” i prymatu formy nad treścią, tymczasem dożyłem czasów, gdy treść rzeczywistości mierna i aby przeżyć godnie, może lekarstwem jest sztuka, czy szerzej – kultura własnie… pozdrawiam z Rouen we Francji

    Polubienie

  6. A ja jestem pod wrażeniem Twojego postu. Serio, zazdroszczę! Bo żebym ja coś takiego napisała, z takim polotem i jasnością treści, a jednocześnie pewnego rodzaju sarkazmem, musiałabym wypić litr nalewki. Najlepiej sama 😉

    Kłaniam się nisko 🙂

    Polubienie

      1. Piszesz naprawdę pięknie, ale i wymagając od czytelnika uwagi. To proza znacznie powyżej przeciętnej, dlatego określenie jej prostą rozbawiło mnie, bo naszła mnie myśl, co by było, gdybyś się przyłożyła 😉
        Mam nadzieję, że dobrze mnie zrozumiałaś, bo nie miałam zamiaru Cie zasmucić.

        Polubienie

      2. Szarabajko,
        pochwały trochę na wyrost. Jak wiesz, blog to takie otwieranie swojej garderoby duszy, więc zdarza mi się pleść te duby smalone ku uciesze innych.
        Zasyłam serdeczności.

        Polubienie

  7. Życie jako epizod zakłócający błogi spokój nicości bardzo do mnie przemawia, może odnalazłabym się w zalanej absyntem okolicy młodopolskiej, może nie jako poetka, raczej muza przechodząca z rąk do rak… uwielbiana i porzucana, sięgająca dna, by znów zabłysnac na innej orbicie…tak… to coś dla mnie:)

    Polubienie

    1. Aniu, zapijanie absyntem dla samego zapijania nie ma sensu. Ta kolorowa bohema miała ideały, wierzyła w świętość sztuki, tworzyła atmosferę, ponieważ to byli nieprzeciętni artyści. Umówmy się, jeśli znalazłybyśmy się w tamtej epoce to jako artystki (malarki, filozofki, czy poetki). O tych poświęcających się kobietach stojących murem za swymi idolami świat nic nie wie, chyba że popełni samobójstwo, jak żona Przybyszewskiego, czy zostanie zastrzelona jak Dagny.
      Serdeczności.

      Polubienie

      1. Znam historie kilku pań związanych z młodopolskim towarzystwem, stąd moje przypisanie się do roli. Ale skoro jednak artystka… to aktorka lub tancerka. Malarka, filozofka czy poetka to nie dla mnie, niestety. A już poważnie – moja polonistka idealizowała krakowską bohemę, widziała w nich wyłącznie te ideały. Potem, w czasie studiów, waletowałam w jednym z krakowskich akademików własnie z polonistami. Zupełnie inaczej o nich opowiadali… zupełnie inaczej.

        Polubienie

      2. Świadczy to tylko o jednym: życie nie jest czarne albo białe. Zauroczeni młodopolszczyzną, nie widzą drugiej strony medalu. Józefa Singer, córka karczmarza, zafascynowana kulturą i oczytana pojawia się na weselu Rydla w dramacie Wyspiańskiego jako Rachela. Boy pisze, że tak się przejęła rolą, iż w życiu osobistym także postępowała i mówiła jak Rachela.
        Zasyłam serdeczności.

        Polubienie

    1. Wojtku, uwielbiałam lirykę Broniewskiego („Kochałbym cię, psiakrew, cholera, gdyby nie ta niepewność”), a w szkole musiałam uczyć wierszy rewolucyjnych. Wprawdzie nie pytali, co autor miał na myśli, nie mniej narzucanie z góry określonych lektur przynosiło odwrotny skutek. Historię lubiłam, a w szkole kazali się uczyć metodą paznokciową, czyli stąd – dotąd. I tak zostało. Należy zapamiętać jak największą sumę tekstu i tyle. Nie ma radości z analiz robionych samemu, nie ma poszukiwań i dochodzenia do wniosków samemu. To boli.
      Serdeczności.

      Polubienie

  8. ~szczur z loch ness

    Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia, jak mawiał Asnyk, pod czym zresztą można byłoby się podpisać, nawet niekoniecznie myśląc o przywołanym okresie literackim. Ale akurat wspomniany przez Ciebie był szczególny. Nazwijmy to wprost, przez specyficzną obrzędowość twórczą. Jak się wydaje największymi dziełami twórców byli w tamtym czasie oni sami, uwikłani, zadumani, efemeryczni i liryczni. Ba, nawet filozoficzni na swój sposób. A skoro już przywołaś Zaratustrę, który plótł to co mu Nietzsche w usta włożył, to odnotujmy, że wypowiada on następujące zdanie o Słońcu: Światłości ty olbrzymia! czymże byłoby twe szczęście, gdybyś nie miała tych, komu jaśniejesz? Zatem myśląc o sztuce, czy też Sztuce, w tym o pisaniu, bo tego rzecz dotyczy, a nawet o blogach trzeba mieć na względzie odbiorcę. Nawet tego internetowego, z wszelkimi jego przypadłościami. Przyznam nawet, że skopiowałem do kajetu pogląd, że była to banda nierobów krzywdząca kobiety, bo niezależnie jak dziwnie to zabrzmiało, jest w takiej ocenie coś na rzeczy.
    Kłaniam z Krainy Loch Ness 🙂

    Polubienie

    1. Jednostronny ogląd bohemy jest krzywdzący. Nie można widzieć tylko korowodu kolorowych ptaków moderny, a pozostawioną spuściznę pomijać milczeniem. Utalentowanych i nadwrażliwych spleen dotykał częściej niż zwykłych zjadaczy chleba powszedniego, mimo tego zostawili dzieła, które przekażemy potomnym. Ilekroć przechodzę Franciszkańską, muszę wejść, aby zobaczyć witraż S. Wyspiańskiego „Bóg”. Blask słońca wysyła w kierunku patrzących promienie i poświatę, co daje niesamowite wrażenie. W. Berent „Próchnem” wyprzedza epokę o te sto lat, a Z. Freudowi jeszcze się nie śniła psychoanaliza, gdy już Irzykowski pisał swoje „Ja pierwsze”.
      Uważam, że również kobiety artystów są wyjątkowe, choćby z racji tego, iż pociąga je intelekt, umieją docenić talent swych partnerów i bezwiednie uczestniczą we współtworzeniu.
      Zasyłam serdeczności.

      Polubienie

    1. Klimaty dekadenckie pasują do obrazów jesieni. Każdy szuka tego szczęścia nawet w tych fusach.
      Oglądam obrazy J. Mehoffera, J. Fałata, J. Malczewskiego, W. Tetmajera. Oni też chadzali tym sławnym szlakiem bohemy. Jak to dobrze, że była i wydała tylu artystów.
      Serdeczności.

      Polubienie

  9. ~Lena Sadowska

    Witaj, Ultro.

    Dużo tam było blagi i chęci szokowania. Choćby po to, by zdeprecjonować swoich nudnych poprzedników 🙂
    Wiele było bufonady, schlebiania własnemu przerośniętemu Ego 🙂
    Był brak szacunku, a nawet pogarda do szaraczków i kolegów artystów (z przekąsem, małą literą – wielka zarezerwowana była tylko dla siebie samego), wiara we własny i tylko własny geniusz. Hodowanie słabości i nałogów. Rozpasanie seksualne też było.
    A wszystko przez tę nietzscheańską filozofię o ubermenschach, tak opacznie rozumianą przez niektórych.
    Karmili się Moderniści (nie tylko nasi) tą przewodnią rolą Artysty, który z racji talentów danych od samego Absolutu miał nie tylko Prawo, ale i Obowiązek (Usankcjonowany Obowiązek 🙂 ) prowadzić tę pokrzywdzoną resztę ku Idei Najwyższej – Sztuce. Bo Sztuka była jedynym godnym Językiem, jakim przemawiać do tegoż Absolutu wolno było, chwalić Go i czcić.
    To z tego powodu moralność była pojęciem pustym. Oni poświęcali własne dusze, by doznać Łaski Sztuki, skomunikować się z Absolutem.
    Ich Świętą Misją było… nawrócić.

    W pewnym sensie oni naprawdę w to Posłannictwo wierzyli 🙂

    Ale byli też skandalistami, libertynami i absyntystami 🙂

    Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że naprawdę ocierali się o geniusz.

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. Leno,
      tym erotykiem „Lubię, kiedy kobieta” K. Przerwa – Tetmajer wywołał skandal. Wówczas oczy pań nie powinny zachodzić mgłą… Rozkosz emocjonalna to także akt zapomnienia o powszedniej prozie życia.
      Zastanawiam się, dlaczego obecnie w K – wie niemożliwa byłaby bohema. Po pierwsze to miasto stało się pijalnią piwa dla studentów i Anglików, ale tworzenia tu nie ma. Co zdolniejszych podkupuje stolica. Po wtóre coraz więcej przytęchłego konserwatyzmu, którym można się przydusić. A w pubach można sobie co najwyżej zrobić selfie i poplotkować.
      Serdeczności.

      Polubienie

      1. ~Lena Sadowska

        Eblis Tetmajer w akcji 😉

        Nadciągają czasy, w których być może oczy pań znowu nie będą mogły zachodzić mgłą…

        Nie znam środowisk artystycznych Twojego miasta, więc trudno mi się wypowiadać, ale przypomniał mi się taki utworek:

        Pozdrawiam 🙂

        Polubienie

      2. Dziękuję za link o czarnym walczyku Krakowa.
        Kiedyś literackie miasto o którym śpiewano:
        „Złote nuty spadają na Rynek
        i dokoła muzyki jest w bród
        po królewsku gotuje Wierzynek
        a kwiaciarki czekają na cud”
        To było kiedyś…

        Polubienie

  10. ~Bet

    Bardzo lubię te młodopolskie klimaty. Żadna inna epoka nie robi na mnie takiego wrażenia. W Jamie Michalina czuję się jak w świątyni, a jesienne mgły znoszę tylko dlatego, że przypominają mi Wesele w Bronowicach.Cały Kraków jest nasączony atmosferą młodopolską, to się chyba nigdy nie zmieni. Mam nadzieję 🙂

    Polubienie

    1. Bez cyganerii Kraków byłby zbyt kostyczny. To uczelnie i literatura nadawały poziom.
      Po wojnie duch zaprzeszły nadawała Piwnica pod Baranami, klub Pod Jaszczurami, teatr STU.
      Obecnie puby z pijanymi studentami i obcokrajowcami ciągną po równi pochyłej w dół.
      Serdeczności.

      Polubienie

  11. Młoda Polska ponura twórczość, bohema(cyganeria) artystyczna w tle. Życie tu i teraz bez planów, przyszłości.
    ,, Padlina”, ,,Albatros”- brzydota wszechobecna.
    ,,Dies Irae” Kasprowicza i ,,Piosenka o końcu świata” Miłosza. Dwa wiersze opowiadają o tym samym, czyli końcu świata. U Kasprowicza apokalipsa: groza, strach, panika, przerażenie. U Miłosza zwykły dzień, gdzie każdy robi to co zawsze. Dzień, który nie różni się niczym od innych. Przedstawiciele dwóch różnych epok literackich i dwóch różnych estetyk twórczych.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    Polubienie

  12. ~Molekulka

    Jesień ze swojej natury ,a szczególnie z powodu skąpego nasłonecznienia,jest bardziej depresyjna od pozostałych pór roku ,ale jakoś na szczęście się nie poddaję smętnym nastrojom .Wolę być staropolska , bujać w obłokach a w jesieni dostrzegać cudowne barwy natury .Może to dlatego ,że jestem jesienną dziewczyną, z racji urodzin, jesień jest moją ulubioną porą roku ,ale pozostałe ,tez darzę wielką sympatią.Ponoć ma to związek ze stanem zdrowia ,zdrowa osoba dobrze się czuje w każdej porze roku ,bo przecież każda ma swój niepowtarzalny urok.
    Pozdrawiam pogodnie ,a nawet radośnie w cudownych jesiennych barwach:)) :)) :))

    Polubienie

  13. Pisałam pracę semestralną z „Próchna” Berenta i całkowicie obrzydziło mi to Młodą Polskę. Gdybym miała pod ręką absynt, to na pewno bym się upiła, choć jestem abstynentką.
    Na dodatek, gdy we wczesnej młodości byłam w Studium Nauczycielskim we Wrocławiu, mieszkałam w akademiku (gdzie również była uczelnia) przy ulicy Przybyszewskiego i wypadało znać nie tylko jego życiorys, ale też utwory.
    Na szczęście w WSP miałam na egzaminie z Młodej Polski „Pannę Julię” Strindberga, a to było zjadliwe.
    Gorąco pozdrawiam.

    Polubienie

    1. I to jest dowód na to, jak nauczyciel, narzucone lektury i opracowania potrafią obrzydzić literaturę i zamordować polonistykę.
      Ten post wywołało właśnie „Próchno” Berenta i”Pałuba” Irzykowskiego, które niedawno skończyłam czytać.
      Inna rzecz, że miałam wyśmienitych nauczycieli. Zawsze był wybór tematów, a jak zauważono, że interesuje mnie poezja współczesna, dostałam pisemny glejt i mogłam osobiście rozmawiać z poetami i ich żonami w „bibliotekach”, czyli pokojach zastawionych od podłogi do sufitu książkami. Szkoda, że nie było wówczas dyktafonu, ponieważ nasłuchałam się też anegdotek na temat kolegów pisarzy aż nadto.
      Serdeczności.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s