Pradzieje Niklota, syna północnych Słowian (Cz. II)

Czas sławy i chwały

dawnych Słowian mamy za sobą. Jednakże niejedna klechda i nie tylko jedno bajanie ma w sobie ziarnko prawdy. Działo się to w czasie pradawnym, o których najstarszy dąb w puszczy nie pamięta. Kiedyś ludzie pomagali sobie, z ochotą wychowywali nie swoje dzieci, bowiem dopiero panna z dzieckiem mogła liczyć na zamążpójście. Słowianie wierzyli, że wychowywanie cudzych maleństw, przybłęd jest miłe bogom i przynosi dobrobyt. W grodzie zwanym Brzezinem mieszkali ubodzy ludzie spokojni, nieskorzy do waśni. Mężowie trudnili się rybołówstwem, myślistwem, żony i córki zbierały jagody, grzyby. Ale przyszedł czas, że zakon chrześcijański nękał całą słowięską krainę. Burzyli chramy, obalali modły (posągi), palili święte gaje. Strach zapanował, zatem jeno noc to była pora, która sprzyjała żywym. W oparach mroku składano ofiary, zanoszono dary, czczono bogów.

Zaświtała nadzieja

gdy różanym świtem,  po kupalnej nocy, kiedy miesiączek zapalił toń wody,  przyszedł na świat syn boginki, a ona postanowiła, że wychowają go dobrzy ludzie z Brzezin. Nie pomyliła się, bo zaraz miła niewiasta zabrała niemowlę do siebie, nadała imię Niklot i wychowywała na równi ze swoim własnym synem Przybysławem. Bracia kochali się, zgodnie pracowali do czasu, gdy obcy wojowie zaczęli palić gród, domostwa stanęły w płomieniach, a rącze strzały wroga dosięgnęły Przybysława. Na rękach brat mu umierał  (nawet nie wiedział, że to przybrany), ale od tej chwili zagościł u niego gniew wobec czcicieli złowrogiego krzyża. Ból  targał jego sercem, nie chciał widzieć żadnej twarzy, coś gnało go na północ, na północ, daleko od strasznych wspomnień. W nocy miał sen, ujrzał w nim białego rumaka i słyszał  głos:   – Dosiądź mnie, a zajedziesz daleko. Co też miałby znaczyć taki sen? Nie wiadomo.

Widzisz wielki gród Arkonę?

Na środku stoi modła o czterech twarzach. Obok niej biały siwek, na którym Świętowit każdej nocy siada, bo żaden śmiertelnik dosiąść go nie może, gdyż w tym samym momencie spłonąłby. Dreszcz niewysłowiony przeszywał ciała i dusze tych, którzy składali dary Świętowitowi, sam Niklot nie zmrużył oczu tej nocy. W końcu rumak zbliżył się do niego, więc wskoczył  mu na grzbiet, potrząsnął złotymi włosami, a zgromadzeni padli na ziemię. Wołano:

– To on, Niklot, nasz mściciel i obrońca. Ratuj nasze grody, my pójdziemy z tobą.

W tym czasie wieść rozeszła się, że z Brzezin nie została ani belka, ani żaden człowiek. Niklot zawrzał gniewem, przecież tam był jego dom, rodzina. Rychło ruszył z wojami przeciw obcym najeźdźcom. Lęk padł na nadgraniczne niemieckie ziemie, gdy usłyszeli, że złotowłosy witeź z wojami idzie ku nim, dlatego na jakiś czas napady saskich panów na słowięskie szczery ustały. Witeź rozbił doszczętnie Dunów, ale zakochał się w córce jednego z chrystusowych biskupów. Dziewka o kruczoczarnych włosach przypadła do gustu wszystkim, ona zaś zapomniała o Chryście, poczęła czcić słowięskie bogi i gadać jak reszta ludu, nie dziwota, że nazwana została przez nich jako ta Wszemiła. Urodziła Niklotowi syna, któren po postrzyżynach został nazwany Przybysławem.

Lata mijały,

sam Niklot czynił wiele, aby uratować swój kraj od zagłady; a to zawierał drużbę z wrogami, a to stał naprzeciw nim z mieczem i wojami, a nawet dla świętego spokoju obiecował porzucić wiarę. Kiedy na czele saksońskiego księstwa stanął Henryk zwany Lwem, postanowił rozprawić się z Niklotem, bo ten nie uznał jego zwierzchności. Nie wskórał wiele, za to witeź zajął Lubekę. Jednakowoż z czasem nasz witeź stawał się coraz starszy, szeregi wojów topniały i przyszedł ten czas pod Orlem, że germański lew zwyciężył nad słowięskim turem.

Niklot zginął,

lecz przez długie lata żyła pamięć o dobrym i walecznym władcy, który poświęcił  życie, by bronić swego ludu i swoich bogów. Syn Przybysław  nie miał wyjścia, ukorzył się przed Lwem i zamilkła słowięska mowa, bo zaczęli przybywać obcy. Nie całkiem jednak, jak widać, zapomniano dawnych dziejów.

Niech Świętowit

ma nas w swojej opiece; niech Perun, Swaróg, Strzybóg, Mokosz, Dadźbóg i reszta bogów czuwają nad każdym i niechaj Weles przeprowadzi dobre dusze spokojnie na łąki Nawii.

Reklamy

22 uwagi do wpisu “Pradzieje Niklota, syna północnych Słowian (Cz. II)

  1. Piękna historia! Po lekturze książek z cyklu Kwiat paproci jestem lepiej obeznana ze słowiańskimi bogami i upiorami;) I nim zaczniesz mówić, że taka literatura tylko zniekształca pierwotne wierzenia, ja na to mówię – że to dzięki niej właśnie zaczęłam się mitologią słowiańską interesować:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja się wtrącę.:) Też czytałam tę serię.:))) Uważam, że taka literatura też jest potrzebna, niech zwraca uwagę na nasze dawne dzieje, wierzenia, kulturę, obrzędy itp. Czyli tak, jak napisałaś.:)
      Mogę jeszcze polecić Marcina Marchwińskiego „Wierni Bogom. Zaginione dziedzictwo”.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Najgorsze jest to, że ludzie robią się agresywni, jeśli chodzi o ich poglądy, prawa, zasady, religie itp. Nie ma tolerancji, nigdy nie było i marne są widoki na przyszłość. A zabijanie w imię jakiejś idei jest jedną z najgorszych rzeczy. Cała historia taka jest, niestety.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s