Dla tych, co nie mogą krakowskim szlakiem na Prądnik Czerwony

The district of Krakow – Prądnik Czerwony

Park Reduta
Zdjęcie S. Penc

Prądnik Czerwony ma być zielony

Czerwony Prądnik to jedna z przyjemniejszych dzielnic Krakowa do zamieszkania na stałe. Wprawdzie jakość powietrza nie jest najlepsza i korki w godzinach szczytu potężne, ale to bolączka całego Krakowa. Skąd taka nazwa? W XVI wieku rozegrała się w tym miejscu bitwa między M. Habsburgiem a wojskami J. Zamoyskiego. To od tej krwi rozlanej po obu stronach nazwano miejsce Czerwonym Prądnikiem, który do Krakowa przyłączony został w 1910 roku. Prądniczanie są zadowoleni ze swojej dzielnicy, znajduje się w centrum, a nie ma hałasu i dużo wokół zieleni.

K. W. Kielisiński: „Z promnickim”

Dzielnica była kiedyś znana z osady piekarzy i wypiekania najbardziej znanego chleba prądnickiego (promnickiego). Zaopatrywała w pieczywo białe i rżane nie tylko krakowskich mieszczan. Według legendy pierwszy upieczony chleb wójt zanosił królowi na Wawel, a potem kiedy stolicę przeniesiono, chleb jechał do Warszawy. Podaję składniki na dźwięcznie brzmiący rżany (żytni) chleb z tych, co to „zamieszaj, zaczekaj kilka godzin i można już piec” : 35 g zakwasu żytniego, 720 g mąki żytniej, 150 g orkiszowej, 200 ml wody, trochę słodu, soli i czarnuszki.

Dziś próżno szukać piekarni i promnickiego chleba, który utrzymywał świeżość do dwóch tygodni (a zawdzięczał to dodatkowi płatków ziemniaczanych, ew. ziemniaków). W 2004 roku piekarz A. Madej odtworzył unikatową recepturę chleba, sprzedawany jest w dzielnicy Kazimierz.

Prądniczanie to pomysłowi ludzie.

Jeden z nich wywiesił baner z napisem: „Przepraszam, Piękna”. Tak pięknie przepraszają na tym Prądniku i prosto z serca aż miodzik sam słodzi…

Czerwony Prądnik słynie z parku Reduta, gdzie umieszczono 135 koszy na śmieci. Mieszkańcy zadowoleni, nazwali swój park parkiem Koszy, ale ja cieszę się ze 131 drzew owocowych i 900 krzewów owocowych. Będzie smacznie. A pod nimi leżaki, hamaki i place zabaw. Projektanci ogrodów skutecznie usunęli drzewa owocowe z domowych ogrodów, skwerów, parków, zaburzały smukły dizajn iglaków, stąd dzieci nie znają smaku owoców bez chemii.

Czerwony Prądnik słynny jeszcze z radnego – wizjonera, który ma rzeczywiście kosmiczne pomysły, np. zamontowanie 50 ślepych kamer za ponad 100 000 złotych, utworzenie zamkniętego katalogu imion, umieszczenie poduszek powietrznych na zewnątrz samochodu, czy proponowanie zadaszeń na ścieżkach rowerowych, aby rowerzysta miał komfort jazdy.

Na Prądniku kiedyś można było pocieszyć się, rozweselić. Obecnie została tylko nazwa: ul. Pocieszki. Co tak pocieszało? W XVII w. była tu karczma, a w miejscu tym, wiadomo: zalewało się robaka, poszerzało znajomości i topiło smutki.

22 uwagi do wpisu “Dla tych, co nie mogą krakowskim szlakiem na Prądnik Czerwony

  1. makowka9

    Wiele lat temu mieszkałam na Prądniku Czerwonym. Teraz mieszkam na innym końcu Krakowa, ale wolę, bo mam bliżej do chatki w Stróży.
    Gdybym miała wybierać wolałabym mieszkać tam, gdzie spędziłam dzieciństwo i młodość, gdyż wtedy na nogach mogłam dojść do Rynku.
    Jednak nigdy wyboru nie miałam, nie wybierałam lokalizacji.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Prądnik Czerwony kojarzy mi się z Batowicami, czyli cmentarzem, ale może niesłusznie 🙂 Przypomniałas mi, że kiedy jeszcze nie wiedziałam, że Kraków odwiedzac będę tylko jako turystka, planowałam obejśc i fotograficznie zapisać wszystkie parki w mieście, no ale, nie zdążyłam… Jak będę w okolicy, to się przejdę, te kosze nęcą 😉

    Polubione przez 1 osoba

  3. Ze wstydem przyznam, że jest to dzielnica mi nieznana… Ha! Zatem nowe wyzwanie do lokalnych podróży a opis parku owocowego brzmi bardzo zachęcająco. Świetny pomysł aby park przypominał wieloowocowy sad.
    Na „ziemiach odzyskanych” spotykałam często owocowe drzewa rosnące wzdłuż lokalnych dróg. Owoce dostępne dla wszystkich i w czasach mniejszej motoryzacji nie pokryte ołowiem:))

    Polubione przez 1 osoba

  4. @Bet
    >>>Na “ziemiach odzyskanych” spotykałam często owocowe drzewa rosnące wzdłuż lokalnych dróg. Owoce dostępne dla wszystkich i w czasach mniejszej motoryzacji nie pokryte ołowiem:))<<<

    Dostępne dla wszystkich? Otóż nie.Było zupełnie inaczej. Drogi były wówczas brukowane, a brukowane drogi wymagały nieustannej naprawy i pielęgnacji. Dlatego wsie zatrudniały brukarza, miejscowego człowieka z wozem, młotem i taczkami, który zwoził wyorane z pola kamienie i dokonywał ich selekcji na te, które mogły przydać się kamieniarzowi i te, które nadawały się do brukowania dróg. Brukowce wykorzystywał, a głazy rozszczepiał, w ten sposób powstawał cenny budulec, tzw. kamień licowy. O kilkukilometrową aleję owocową dbała cała wieś, gdy aleja łączyła dwie wsie to jedna dbała o jedną stronę, a druga o przeciwną. Drzewa były sadone, chronione, przycinnane, bielone, cała wieś uczestniczyła w zbiorach. Wspólnie i na zasadzie dobrowolności. Uzyskane ze sprzedaży owoców i kamienia pieniądze przeznaczane były na opłacenie brukarza.
    Cudowny przykład wykorzystania przestrzeni i współpracy dla wspólnego dobra.

    A potem przybyli z kresów polscy osadnicy i ucieszyli się, że w nowej ziemi obiecanej rosną owoce dostępne dla wszystkich. Po cichu tylko kiwali głowami i dziwili się jaki ten Niemiec był głupi, żeby sadzić przy drogach drzewa owocowe z których każdy sobie może zerwać (po uprzednim nagięciu i złamaniu gałęzi) tyle owoców ile zechce. .
    Pozbawione pielęgnacji aleje owocowe zdziczały, zmarniały i pomarły,

    Ten przykład uzmysłowił mi niegdyś jak marną i pozbawioną wyobraźni jesteśmy wspólnotą.

    Polubione przez 3 ludzi

    1. Dziękuję bardzo za interesujące i dla mnie nowe objaśnienie pochodzenia i funkcji alej owocowych na „ziemiach odzyskanych”. Faktycznie, drogi z drzewami owocowymi były brukowane. Ja widziałam te drzewa i drogi wiele lat po „odzyskaniu”. Większość drzewek zdziczało, ale niektóre rodziły jeszcze całkiem dobre owoce.
      Bardzo słusznie piszesz, że to był wspaniały pomysł dla wspólnego dobra.
      Dziękuję i pozdrawiam:)

      Polubione przez 3 ludzi

      1. Gdy 30 lat temu sprowadziłem się na te „Ziemie” spotkałem jeszczetakiego 80-letniego brukarza autochtona. Mam zatem tę informację z pierwszej ręki. Autochton miał pollskie nazwisko i to chyba zaważyło, że został „pozostawiony” jako jednostka użyteczna dla nowej administracji. Potem bruk zalano masą bitumiczną z tym skutkiem, że są obecnie pełne koszmarnych dziur zalewanych od czasu do czasu tzw. asfaltem.

        Smutne to wszystko.

        Również pozdrawiam.

        Polubione przez 2 ludzi

  5. Ultra

    Dziękuję gorąco wszystkim Komentatorom za ciekawe komentarze. Ze względu na problemy z oczami, z nową siecią, internetem nie mogę jeszcze Wam odpowiadać, za co przepraszam.

    Polubienie

  6. Darek P.

    Cześć

    Startujemy nowy projekt, dlatego zamieszczamy link do anonimowej ankiety – zajmie 5 min
    Dzięki Wam komfort i bezpieczeństwo dzieci w podróży, oraz osób dorosłych ulegnie znaczącej poprawie! 😉

    Link: https://www.interankiety.pl/f/epWjNXe6

    Wypełnijcie ją proszę i prześlijcie ją znajomym!
    Liczymy, że Wy i Wasi znajomi pomożecie nam zrealizować coś wyjątkowego i wartościowego!

    Dziękujemy! 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s