Piękna choroba czy choroba piękna

Tysiące chorób a jedno zdrowie

Choróbska mają wiele twarzy, jedne widać z daleka, jak słoniowatość nóg, inne zwalają z nóg, więc jeździsz na wózku, jeszcze inne czujesz, gdy ból wysadza mózg z czachy, a moja diplopia jest cichutka i niewidoczna. Na początku bawisz się setnie, gdy widzisz dwóch mężów, otwierasz portfel, a tam cztery stówy zamiast dwóch, widzisz dwie kawy na stole… Problem zaczyna się, kiedy sięgasz po którąś z nich i potrącasz, gdy okazuje się, że to nie ta. Kiedy stoją dwie osoby, a ty nie wiesz, do której masz mówić, więc dyskretnie spuszczasz wzrok. Nauczyłam się, by sobie radzić, bo ja z tych, co pod szczęśliwą gwiazdą…

Doktor kuruje, gdy pieniądze czuje

To dawne przysłowie pasuje do wspólczesności. Skoro wzrok mam dobry, to podwójne widzenie musi mieć inne podłoże chorobowe, więc zaczyna się prywatne wędrowanie po specjalistach, kiedy ani państwowi nie pomogli, ani dwukrotne pobyty w szpitalach również nie dały rezultatu. W szpitalu MSWiA powiedziano mi wyraźnie, że cudotwórcami nie są i wypisali bez diagnozy. Chora na doktora majątek straciła, a ponieważ dr Hausa nie tak łatwo znaleźć, stąd czas się z chorobą zaprzyjaźnić. Codziennie biorę diplopię pod pachę i maszerujemy przez życie, chociaż co rusz wpadam z nią w poślizg. Nauczyłam się, że z autobusu, tramwaju wysiadam ostatnia, by nie słyszeć zbrzydzonych słów: rusza się jak mucha w smole, wysiada pani, czy się zastanawia, ludziom się spieszy, a ta nogami grzebie. Kiedy wysiadam z autobusu, muszę sprawdzić, na którym stopniu mam stanąć, tymczasem kierowca rusza, przytrzaskuje mnie w drzwiach, na szczęście pasażerowie reagują i pomagają. Przechodzę przez ulicę, kierowcy stają, a ja nie wiem, którędy iść, bo pasy nie dość, że podwójne, to rozszczepione na boki, a że kierowcy też się spieszy, to otwiera okno i puszcza swoją ulubioną wiązankę o krowach na jezdni. Robię wdech, przechodzę, tym bardziej że mąż już dawno po drugiej stronie (jaki mąż, taka i opieka), więc wychłostana słowami, marzę, że kiedyś będą ruchome pasy na jezdni.

Cie choroba

W Ikei walnęłam w drzwi obrotowe, gdyż widziałam je w innym miejscu, czyli obok, ponieważ w diplopii nie jest tak, że podwojona rzecz stoi grzecznie jedna obok drugiej, bo czasem w bok, czasem niżej bądź wyżej. Czytanie i pisanie też jest utrudnione, wymaga czasu i cierpliwości. Posty piszę „głosem”, ale z komentarzami i poprawą to zabawa z wyższej półki przy poprawianiu i przenoszeniu. Czytanie dużo prostsze. Zakrywasz oko, widzisz drugim, po chwili nic nie widzisz, więc odkrywasz oko, czytasz, po kilku chwilach znów nie widzisz, dlatego musisz znów zamknąć oko, by widzieć litery i tak w kółko, jak w kotka i myszkę. Ciągi optyczne łatwo oswoić, negatywy można odrzucić, lecz żyć w tym duecie może jedynie diplopiocelebrytka. Jakby to hardkorowo nie zabrzmiało, teraz powinnam być znana z tego, że jestem znana z diplopii.

Reklama

28 uwag do wpisu “Piękna choroba czy choroba piękna

  1. Spotkałam się z podwójnym widzeniem w przypadku chorych z SM. U mojego syna i wnuczki pojawia się jako aura migreny.
    Kiepsko, Ultro. Podziwiam Cię i życzę napotkania na drodze upartego lekarza, któremu się będzie chciało i zdoła Ci pomóc.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Podziwiam poczucie humoru jaki towarzyszy Tobie w tej, jakże uciążliwej, chorobie. Trudno wprost uwierzyć, że można z taką dolegliwością funkcjonować zachowując pogodę ducha. Samoobrona na medal! Przytulam:)

    Polubione przez 1 osoba

  3. krystynaczarnecka@wp.pl

    Moja Mama narzekała, że w oczach tworzyły się drzewa tzn rozrastały się gałęzie. Zasadniczo Mama widziała , ale z gałęziami………………..Życzę Ci dużo cierpliwości.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Na pocieszenie opowiem Ci, co mi się niedawno zdarzyło. Otóż niedawno jechaliśmy zwiedzać słynny szwajcarski Emmental w kantonie berneńskim. Nie muszę przypominać, że to region związany ze słynnymi serami. Wieczorem trzeba było zatankować. Była to większa stacja benzynowa z restauracją i dużym parkingiem. Po zaparkowaniu auta poszedłem w kierunku przeszklonego pawilonu. Ludzie stali i pili kawę przy wysokich stolikach a ja szedłem pewny siebie w kierunku drzwi, które jak przypuszczałem zaraz się otworzą. Byłem tego tak pewien, że nawet nie zatrzymałem się. I z hukiem trafiłem nosem w …okno. Bo to wcale nie były drzwi tylko wielkie okno. Ludzie po drugiej stronie najpierw się solidnie przestraszyli (wielki chłop próbuje staranować szybę) a potem pojmując, co się stało, zaczęli się śmiać. Z poobijanym nosem znalazłem drzwi po drugiej stronie a ludzie pokazywali mi kciuk skierowany ku górze;-) Chyba zostałem bohaterem wieczoru… Po drodze do domu nie mogliśmy opanować śmiechu. Aż nas rozbolały brzuchy;-)
    Podziwiam Cię, że piszesz o swojej chorobie z takim dystansem. Widać, że ją w jakiś sposób „oswoiłaś”… I tym bardziej dziękuję za każdy Twój ciekawy post i każdy komentarz na moim blogu. Teraz wiem, ile trudu i samozaparcia Cię to kosztuje. Uściski.

    Polubione przez 1 osoba

  5. podwójnie zdarzyło mi się widzieć, gdy kiedyś za młodu przesadziłem z pewnym napojem, który odwagi dodaje, mimo, że wrogów wizualnie przybywa…
    ale po co ja to rozmawiam?… nie po to, aby snuć jakieś dawne wakacyjne wspominki, tylko aby zasugerować klucz do sprawy… być może już to wiesz, ale tak mi przyszło do głowy, że nie okulista może pomóc, tylko neurolog?…
    ba, żeby żył genialny profesor J. Vetulani (RIP), Krakowiak zresztą, to on by to ogarnął… ale zapewne pozostawił uczniów… więc może tędy?…
    p.jzns 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  6. Nie wyobrażam sobie Twojej męki w codzienności, że o pisaniu bloga nie wspomnę.
    Z dziwnymi chorobami pacjent pozostaje sam, chyba że trafi na anioła w białym kitlu, w dodatku wybitnie zdolnego.
    Wypada życzyć cudu, skoro medycyna bezsilna!

    Polubione przez 1 osoba

    1. m.z.

      Masz rację… Dla odmiany jestem „ciekawym przypadkiem” neurologicznym. Co wobec automatyzmu leczenia zdecydowanie zniechęca. Jak każda nietypowość wymaga wiedzy i niestandardowego myślenia. A jak jeszcze trafi się nietypowa choroba, nietypowej osobie… to KŁOPOT do kwadratu. To zniechęca, nie można szybko odtrąbić sukcesu. Ciężko żyć obok takiego wyrzutu sumienia, dowodu na kruchość człowieka i fortuny ,która „kołem się toczy”. Jak to mówi mój bardziej anglojęzyczny wnuk „nie chcesz tego wiedzieć”. Taka osoba musi dźwigać ciężar choroby, oraz unieść frustrację i uświadomioną bezsilność otoczenia. Jak gaśnie ogień uciekają ci, co się przy nim grzali… nieliczni podtrzymują żar… świadomi możliwości braku produktu do palenia. Masz problem … już nie jesteś „czasoumilaczem”, „generatorem sukcesu innych” „mocą dodaną” . Już nie ładujesz IM baterii… potrzebujesz czerpać. TRUDNY TEMAT… wielowarstwowy. I NIKT nie chce tego wiedzieć.

      Polubione przez 1 osoba

  7. Rozumiem, że pryzmatów nie mogą dobrać. U mnie próbowali mi dać szkła pryzmatowe ale żaden rozmiar nie działał. I tak lekarz zaufany amerykańskiego ZUS u uznał mnie za zdolnego do pracy. Dopiero sąd pracy zdecydował inaczej. Ja nauczyłem mój mozg ignorować wadliwe oko, dzięki temu funkcjonuje dość dobrze. Jedynie na zdjęciach wychodzę fatalnie bo zawsze patrzę nie tam gdzie trzeba…😃😃😃

    Polubione przez 1 osoba

  8. Małgośka

    Bardzo Ci współczuję, Ultro, ale raczej nie zaprzyjaźniaj się z tą chorobą! Szukaj nadal usilnie dr Hausa 😉
    Trafiłaś na niewłaściwych lekarzy, ale nie rezygnuj! Niech szukają (tomograf głowy, szyja, oczodoły, Doppler, mięśnie oka, rogówka, tarczyca, laryngolog… – przecież wiesz!)
    Jeśli kiedykolwiek jeszcze odeślą Cię bez diagnozy, poproś o wyrażenie ich niemocy na piśmie! Niech mają odwagę podpisać się, jeśli twierdzą, że to nieuleczalne!
    Nie odpuszczaj. Leczenie rokuje, tylko wymaga drobiazgowego (nieraz długotrwałego) wyszukania przyczyny.
    Walcz! 😘

    Polubione przez 1 osoba

  9. Andrzej Kawiarennik

    Ogromnie Ci współczuję, próbuję zrozumieć, jak to męczy, zwłaszcza że sam opieram się na wzroku czytając i pisząc. Niestety od pewnego czasu widzę, że kieruję się w stronę starości, a to z powodu zażywania leków, z którymi nigdy wcześniej nie byłem zaznajomiony….

    Polubione przez 1 osoba

  10. Znam coś (nieco) podobnego z własnej praktyki. Takie podwójne widzenie zdarza mi się (na szczęście) rzadko, raz czy dwa razy w miesiącu i nie trwa długo, powiedzmy max. 15 minut. Jak na razie nie trafiło mnie to w czasie jazdy samochodem, kiedy to byłby prawdziwy problem.
    Lekarka powiedziała mi, że to chwilowy objaw przemęczenia oczu i żeby się tym nie przejmować. Jeśli zostanie to tak rzadkim zjawiskiem jak do tej pory, to mogę z tym żyć.
    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  11. Z tym czasowym oglądaniem świata jednym okiem, masz tak samo jak oglądaniem Giewontu przez lunetę. Wrzucisz złotówkę i patrzysz przez chwilę, potem obraz znika. Nie musisz wrzucać złotówki co lokuje cię w gronie szczęśliwców. Masz pogodę ducha a to najważniejsze. Przerabiałem to z żoną która od lat jeździ na wózku. Stać ją już teraz na celną odpowiedź koleżance, która usprawiedliwiając jej niepełnosprawność powiedziała, żeby się nie martwiła bo Bóg ja kocha.
    Wiem odpowiedziała żona, ale boję się pomyśleć co by było gdyby tylko mnie lubił. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  12. Iwona Zmyslona

    Czytając Twoje teksty, zawsze podziwiałam ogromną wiedzę, niesamowite poczucie humoru. Dla mnie pozostaniesz znana z wyśmienitych postów. Pozdrawiam serdecznie.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s