W królewskim mieście musi być inaczej

Nuances in Krakow’s naming

– Zobacz, idzie kobieta, ma w ręce koszyk.

– Nie pitol, że to kobieta. Przypatrz się dobrze, nie widzisz, że ten koszyczek ma miejski szyk, dlatego noszony jest dla ozdoby.

– Znaczy, że to na bank jednak kobitka? Obyś miał rację, trzeba zagadać, starzejemy się coraz szybciej.

– Moja starość się nie starzeje, tylko twoja, chociaż pamiętam jeszcze czasy, gdy na kobitki mówiło się babki. Nie próbuj dziś tak mówić.

Krakauerolodzy

to wiedzą, zatem każdą dziewczynę od razu zaszufladkują. Jeśli powiedzą o tobie  „kobieta”, nie ma z czego się cieszyć. W tym mieście kobieta z reguły  to ta, która pochodziła ze wsi i przynosiła jajka, cielęcinkę, kogutki na rosołek.

– Niech tam „kobieta” przyniesie prawdziwych jajek od kury – mówiła do kobiety elegancka paniusia, czyli ta  „ze samego”  Krakowa, przez co zawdy taka paniusia miała nos podniesiony ku górze. Kobitkę z kolei szanował każdy  chłop, gdyż ona była do tańca i różańca, więc nawet Sikorowski umieścił kobitkę w swojej piosence.

Tu mieszkały także pańcie, czyli mieszczki, które widziały dużo więcej niż trzeba, mówiły swoistym językiem oraz nikomu, ale to nikomu nie dowierzały. Jak taka pańcia wysłała służącą po jajka, od razu sprawdzała, czy nie została oszukana, dlatego zaraz  szła za nią na targ zapytać:

Na ile dziś ten owoc kurzy?

Wszędzie  mówią zwyczajnie „jajka”, ale w Krakowie wypada się wyróżnić oryginalnością, skoro to miasto artystów, a nie biznesmenów jak w onej Warszawce.  A  nie mówiłam, że tu musi być wszystko inaczej?

Kupowanie w jarzyniaku to sama poezja, to nie to samo co w warzywniaku, inna bajka. Pytam grzecznie, w którym warzywniaku kupisz:

kiszkę?, czernice?, precelki?, głowiznę?, smalec jurajski?, szynkę podstolego z nogą?, bajgle?, kręciołki? Do tego borówki, czyli jagody i jagody, czyli borówki oraz Pięknego Jasia „ze” samiutkich gór? Tudzież  tuszki gołębie, balsam kapucyński? Gdzie kupisz  bułkę „ze” serem, a obok majtki w grochy i w koronki? Tylko w jarzyniaku. Ser owczy podany na nożu i z tytułem „paniusia”  (nie oszukujmy się),  o wiele lepiej smakuje:

  Niechże paniusia skosztuje mojego bundzu (buncu).

Kosztuję, chociaż wolałabym się poczęstować.

P.S.  Pitolić znaczy mówić niedorzeczności. Bundz to pyszny ser owczy przypominający mozzarellę;  może być z różnymi dodatkami, jak: żurawina, papryka, kminek, czarnuszka. Najprostsza sałatka: 200 g bundzu, kolorowe pomidorki koktajlowe, garść szpinaku (rukoli, sałaty), kiszony ogórek, dymka. Polać sosem winegret.

28 uwag do wpisu “W królewskim mieście musi być inaczej

  1. krystynaczarnecka@wp.pl

    Niby trochę inny język, słownictwo jednak wszystko zrozumiałe. Można się domyślić znaczenia tych słów, wynikają z kontekstu. Piękny, barwny język. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Przydługiego dziś mi tu przyjdzie pomieścić komentarza, aliści chciałbym przywołać tekstu Zygmunta Fijasa „Mentryka na końcu języka”, gdzie autor taką oto pogwarkę przekupek krakowskich ( co prawda ponoć leciwych) spomina:
    ” – Pończochy jej nie gebirowały, tej ficelajzie. Jednego kawalera jej asenterowali, a drugi jeszcze nie wrócił z egzecyrki, to trzeciego ma zapasowego. Pewnie dostanie urlałb, hadra, skoro się o szałkiel pytała. Usiądzie z tym trzecim apśtryfikantem na tym szałklu, będzie się z nim bujała. Do tego przecie nie są potrzebne paryskie pończochy. Ani na Sikorniku, ani w Lasku Wolskim nikt się nie patrzy na pończochy*… Ach, mówię ci, Franka, jak bym tej fikienmebel przykuplowała pasem. Tak bym ją wyabrechtowała, tę lapę, żeby się jej odechciało, i Sikornika, i urlałpu ale to sznelcugiem… Mam recht czy go nie mam?
    Nazwana Franką sprzedawczyni warknęła:
    – Masz recht. A świnia drugi.
    Po czym zwróciła się do mnie z zapytaniem:
    – Czego pan szuka na tej tandecie? Szraubencyjera? Mówię na pas blind, bo może panu odpowiadają inne klajnikajty.
    – Śrobokręt nie jest mi potrzebny. Co się zaś tyczy innych klajnikajtów, to przydałby mi się mały majzel.
    – Majzli nie trzymam. Pan zechce się zapytać innej kupczyni. Tej, co w tej chwili podnosi kochmaszynkę turystyczną. A zresztą trzeba się spytać. Mentryka na końcu języka…”

    A że, jak mniemam, tego bez pomocy zapewne nie sposób pojąć będzie, namiastką dykcyonarzyka służę:

    gebirowały – odpowiadały, pasowały

    ficelajza – hmmm… jakoż by Wam to rzec, coby politycznie było? Wiem…:)… po łacinie to się zwie „pthirus pubis”:))

    asenterować – dokonać poboru, wcielić do wojska

    egzecyrka – ćwiczenia wojskowe

    urlałb – urlop

    hadra – hmmm… Czesi tak ponoś na szmatę wołają…

    szałkiel – fotel bujany (na biegunach)

    apśtryfikant – właśc. powinno być absztyfikant : fatygant, zalotnik

    *Sikornik i Las Wolski to wzgórz krakowskich nazwania, co przed laty tejże samej sławy zażywały, co paryski Lasek Buloński, dla pospiesznych i ukradkowych amorów, takoż i miejsce pracy niezamożnych kokot…

    fikienmebel – właśc. powinno być chyba fikienmadel, jeśli to od niemieckiego dziewczęcia (Mädel) się wiedzie…:) Tak , czy siak idzie o kolejny wariant nazewniczy dla cór Koryntu, czy jak kto woli najstarszej (ponoć, bo ja bym raczej obstawiał grabarza-Wachm.) profesji świata.

    przykuplować – przyjmijmy, że przyłoić:)

    wyabrechtować – zwymyślać, obsztorcować

    lapa – ścierka

    sznelcug – pociąg pospieszny, tu w rozumieniu, że nader chyżo:)

    recht – racja, słuszność

    na pas blind – na wiatr, próżne gadanie

    klajnikajty – drobiazgi

    majzel – dłuto

    kochmaszynka – menażka

    Polubione przez 3 ludzi

    1. agniecha

      Niemcy czystej wody. Ciekawe, że i Mało, i Wielko- polska ( te kolebki polskości ;-)) mają języki swe przesiąknięte niemczyzną, a jednak tak odmienne od siebie.

      Polubienie

  3. Ewa2

    Ciekawy tekst Wachmistrza, faktycznie bez słownika ani rusz, chociaż kilka wyrazów znałam. Polecam cykl książek o profesorowej Szczupaczyńskiej, mieszkanki Krakowa z końca XIX w.
    Krakowskich „smaczków” tam wiele, niektóre cechy mieszczaństwa nadal mają się dobrze.

    Polubione przez 2 ludzi

  4. Bogactwo języka i specjałów. Uwielbiam takie połączenie.
    Żeby jeszcze te delicje tak się zmaterializowały i, jakimś cudem, znalazły w mojej lodówce…
    Ach, pomarzyć można.
    Wszystkiego dobrego, Ultro, zdrowia i powodzenia!

    Polubione przez 1 osoba

  5. Ultra

    Szanowni Komentatorzy,
    jakiś czas będę odpowiadała zbiorowo z racji niedowidzenia. Pisanie postów wychodzi mi lepiej dzięki zdolnościom Tomasza, piszę głosem, czyli mówię, a laptop zapisuje.
    Dziękuję wszystkim, bo częściej się uśmiechałam, a w szczególności ukłony dla Wachmistrza za tak obszerny wykład w „przepomnianym” języku.
    Agniecho, smalec jurajski musi być ze smoczej młodzieży, skoro co roku z Błoń do Rynku maszeruje parada smoków, potomków wawelskiego smoka. W smoczej jamie również można dotknąć smoczego jaja, czyli coś jest na tej rzeczy, kiedy smoki żyją.
    Serdeczności zasyłam

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s