Przegęszczeni uciekają od siebie samych

     nocą m

          Wielke metropolie mają swoje gigantyczne problemy. Zatłoczne ponad miarę, zakorkowane ponad normę borykają się z przestępczością, bezdomnością, imigracją, narkotykami oraz degradacją, czyli smogiem, ściekami oraz zalewem śmieci. I nie mówimy tu o Kalkucie, a polskich miastach, które są  antyeuropejskie, bo nie uwzględniają standardów, antydemokratyczne, ponieważ nie konsultowane z lokalną społecznością, antyspołeczne, gdyż obciążają społeczeństwo, antyrozwojowe, czyli bez zintegrowania i zrównoważenia oraz antyekologiczne, co widać gołym okiem („Problemy Rozwoju Miast”, R.XIII, Z. 1, 2016).

        J. Corta’zar napisał, że „okna są oczami miasta (…) i wobec tego deformują, na co patrzą”, więc nie będzie łatwo przegęszczonym, zabetonowanym i wsłuchanym w „Jestem z miasta” zobaczyć  Człowieka Przebudzonego, który otwiera oczy i widzi, że „ziemia obiecana” daleka jest od euforii haseł Awangardy (Miasto. Masa. Maszyna) oraz własnych wyobrażeń, że w mieście łatwiej. Tymczasem w tym kłębowisku nie jest ciekawie, skoro mieszkasz na rozlanych obrzeżach, w Rynku widać chciwe banki, na murach manipulacje reklam, a kebabów więcej jak w Turcji. Ileż można wyszukiwać tym internetowym obrazkiem i memowym aforyzmem pozytywów stąpania po betonie?

          Jakby nie patrzeć, spoza i pomiędzy korek pogania zator, a zator powoduje korek, zostaje jazda w stresie i tylko ceny parkingów rosną. Sprawdza się też Kazikowe westchnienie : „Każdy to widzi w środku miasta / Statua z g… wyrasta”. Ambicją każdego posła, radnego jest postawienie cokołu na każdej resztce trawki, choć wiadomo, że nie ma takiej siły, by człowiek tam się zatrzymał, za to pieski chętnie tam przystankują, więc kontakt z bohaterem mają bardzo bliski. To tyle w temacie piesków w wielkim mieście.

            Dowiedziono, że życie w aglomeracjach zwiększa ryzyko zaburzeń lękowych o 21 procent. „Naukowcy z University of Heidelberg, którzy zaobserwowali, że w sytuacji stresowej jądro migdałowate i kora mózgu, które u człowieka odpowiadają za reakcje lękowe, są aktywniejsze u osób wychowanych lub żyjących w miastach, niż u mieszkańców małych miejscowości”. Tu nabawią się stresu, rozmaitych zaburzeń związanych z hałasem, zmęczeniem, oddychaniem zanieczyszczonego powietrza, nie mniej gonitwa w miejskiej dżungli to nawyk, prestiż, który pociąga jak to egzotyczne kiwano spragnionych wyrwania się spod obrazu pól malowanych swojskimi malwami.

         Do 2050 roku miasta obrosną dodatkowymi ludźmi w ilości 2,5 mld, czyli będzie mieszkać 3/4 ludzkości i zajmą 60 % terenów zielonych.  Problemy będą pęcznieć niczym komórki rakowe, zagęszczeni muszą mieć dostęp do prądu, czystej wody i żywności. Niemcy już wprowadzają program Energiewende, nasi zajęci waśniami nic nie widzą, a jeszcze debety do spłaty, więc dalej miejskiemu pozostaje wsłuchiwać się w rytmiczny takt blokowiskowej ciasnoty i oglądać bilboardowe płody w krzyżówkach ulic. Jak widać, słychać i czuć, nie tak łatwo rozstać się z wielkim światem.

          Hallo, wielkomiejski samotniku, stawiaj trudne pytania, by nie dać się zabetonować, bo jak J. Pilch pisze „Jeden z ostatnich piekielnych kręgów, jest kręgiem pytań nie do zniesienia”. A jest o czym myśleć, ponieważ miastowi prawie nie wychodzą z zamurowanych ścian, skoro nawet żarówkę zamawiają w  sieci wraz z całym jej dobrodziejstwem, czyli inwiligacją zamontowaną w wielu przedmiotach, o czym już powszechnie donosi prasa.

       Masowy odbiorca uwięzionych pomiędzy blokami i obwarowanych kostką, musi dotrzeć do targetu mieszkańców samorzutnie się organizujących w stronę przyjazności oraz  z i e l o n e g o  ś w i a t ł a  aż do ostatniego tchnienia rury wydechowej i pieca węglowego. Zważyć należy, że moc Internetowych coraz większa, Kongres Ruchów Miejskich staje się już widzialny, samorzutnie zorganizowani na ulicach coraz bardziej słyszalni, więc w chorych miastach nie  musi zamieszkać sama samotność i czysta frustracja.

          Urodzeni z benzyną we krwi, olejem w głowie, nie jesteśmy przecież zerami w garniturach zatrzymanymi w tym międzywojniu na stałe. Umiemy myśleć i liczyć. Miejmy nadzieję, że umiemy.

55 uwag do wpisu “Przegęszczeni uciekają od siebie samych

  1. ~Dreptak Zenon

    Obawiam się, że niewiele z tego wszystkiego zostanie, bo powoli zapominamy „skąd nasz ród”, a przecież nie wyrośliśmy z betonowej dżungli. Naszym naturalnym środowiskiem jest przestrzeń, pola, lasy i wolność. A tymczasem zamieniamy się powoli w „raby, czynowniki i popychadła”. Dziki człowiek z buszu to w porównaniu do dzikiego człowieka z miasta, cywilizacyjna elita.

    Polubienie

    1. Dreptaku,
      miasta są różne, czyli „Miasto bezprawia” (western), „Miasto kości” (książka), „Miasto Boga” (dramat), „Miasto szkła” (książka), „Miasto kobiet” (film), „Miasto ślepców” (powieść), „Miasto prywatne” (film)… W wielu dramat i samotność pośród ludzi. Powoli miasta zmieniają oblicze. Rynek wyludnia się, bo czynsz jest tak wysoki, że tylko banki sprostają wyzwaniu, śródmieście zajmują puby i rozrywka, a na obrzeżach domki jednorodzinne często bez dróg dojazdowych, bez szkół, sklepów, ponieważ planowania nie ma i nie widać, by coś się zmieniło.
      Ukłony.

      Polubienie

  2. Nie mogę teraz tego filmiku otworzyć, bo mi dziecko śpi…
    i wszystko to prawda, co Asia pisze o wielkich miastach. Jake jestem szczęśliwa, że mieszkam sobie w… lesie 🙂
    Ale pomyśleć jest nad czym…

    Polubienie

    1. Korku,
      Co roku część ludzi przenosi się z miast. Ich mieszkańcy nie przeniosą się do Londynu ani Paryża. Uciekną na wieś.
      Cisza, spokój, domek z ogródkiem przyciągają coraz większą liczbę Polaków. Chcą być zdrowi i żyć w zgodzie z naturą. Wiele ludzi uważa, że w blokowiskach mieszka się za karę.
      Ukłony.

      Polubienie

  3. Wiele jest osób, które starają się zamieszkać na wsi, poza miastem itd. Zachęconych blogami, modą bycia bio, eko, zdrowo i w zgodzie z naturą itp. Ale często okazuje się, że już nie potrafią… I wszystko im przeszkadza, chcą wszystko wyrównać, zabetonować, wyciszyć… I tak źle, i tak niedobrze.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    Polubienie

    1. Grażynko,
      otóż zauważyłam, że przyjezdni kupujący dom na wsi przenoszą blokowe zwyczaje i zaczynają od wycinania starodrzewu, betonowania i sadzenia tuj i stawiania betonowych płotów, czyli miejskiej izolacji.
      Ukłony.

      Polubienie

  4. O problemach dzisiejszych tu mowa. Było o małych miasteczkach, teraz o dużych aglomeracjach. W średnich jest jedno i drugie. Wieś ma swoje problemy. Miałem nadzieję w naturze. Wód brakuje i zanieczyszczone, lasy przetrzebione. Z tego wszystkiego i człowiek skołowany, schorowany. Ile potrzeba czasu do samozagłady? Nic tu nie wymyślę, łyk herbaty i pod kołderkę. Myślisz głęboko z troską, masz wiedzę więc krzycz ! Pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

  5. Jędrku,
    Agnieszka Paczkowska, psychoteraputka z Centrum Probalans uważa, że w mieście przede wszystkim jesteśmy „przebodźcowani” mnóstwem szumu, któremu nadajemy znaczenie w sposobach odpoczynku, relaksu. Nawet wypoczynek związany jest z dużą ilością bodźców, choćby hałas na ulicy, w kinie, na koncercie, w domu, co odbija się negatywnie na psychice.
    Ukłony.

    Polubienie

    1. Wieś też tego doznaje. Pracują w mieście, młodzi się uczą i wiele tych „dobrodziejstw cywilizacyjnych’ wloką do domu. Czy dzisiaj MISTRZ z Czarnolasu mógłby napisać: „Wsi spokojna, wsi wesoła!”? Pewnie by coś zmodyfikował. Pozdrawiam. 🙂

      Polubienie

      1. Jędrku,
        a to L. Staff: „Pochwalona wieś dobra, wóz, konie i grabie,/Gumna, cepy i kosy ostrzone u bruska,”
        Kto te narzędzia na wsi widział, gdzie konia, krowę spotkać? Kury z kolei mogłyby trawnik zanieczyścić. Na wsi rzadko można zobaczyć chlew, stodołę przy nowoczesnych dworkach. Wieś nie zostaje w tyle za zmianą świata.
        Ukłony.

        Polubienie

      2. Skwituję to jednym zdaniem: sąsiad miał 20 szt. bydła, dzisiaj w oborze pusto. Z kurami sobie poradzili, ogrodzili wokół kurnika i po sprawie. W mojej rodzinnej wiosce, na ok, 170 gospodarstw jest bodajże tylko kilka koników, głównie u „koniarzy”, z sentymentu. Krów niewiele, kur podobnie, tylko gołębiarze mają swoje gołąbki, i jakby na przekór mleka, jaj w sklepach pod dostatkiem. Wieś pięknieje, choć podobnie jak w miastach jest zróżnicowana. Wyszło więcej niż jedno zdanie. Pozdrawiam. 🙂

        Polubienie

  6. W naszym kraju nie jest jeszcze, aż tak źle, jak w innych światowych metropoliach, Miejmy nadzieję, że ruchy pro ekologiczne, będą się coraz szybciej rozwijać i moda na nie, tak szybko nie minie.

    Polubienie

  7. Na moje szczęście mieszkam troszku dalej od tego wielkiego, miastowego zgiełku. Ale czasami i ja muszę wyruszyć w stronę tego wielkiego miasta na zakupy. I powiem jedno, że banków i stacji benzynowych ci u mnie dostatek. A o samochodach, ich ilości – już nie wspomnę. Jak już wcześniej wspomniałam, ja tam wolę na wieś…

    Pozdrawiam cieplutko.

    Polubienie

    1. Jagodo,
      badania dowodzą, że dwa razy częściej chorują mieszkańcy miast. Prof. J. Wciórka z Instytutu Psychiatrii i Neurologii uważa, że tempo, chaos, rywalizacja, stres i hałas są powodem częstszych problemów z psychiką w mieście. Masz rację, jak najdalej od zgiełku.
      Ukłony.

      Polubienie

  8. Czy dziwne wobec tego, że nasze cudne Bieszczady cieszą się coraz większą popularnością ?
    W tej ciasnej już zabudowie rej wiodą banki i apteki. Jakoś mi się paskudnie skojarzyło, że z jednego do drugiego uzasadniony krok. I wszyscy na nas robią biznes.
    Serdeczności zostawiam, Ultro 🙂

    Polubienie

    1. Aniu,
      ludzie stali się wygodni, więc pięknymi terenami nie zachęcisz do zamieszkania w Bieszczadach. A kto umyłby im korytarz, napalił w piecu, czy odśnieżył drogę? Kto? To dramatyczne pytanie zmusiło córkę znajomej do powrotu do miasta i mieszkania kątem u matki, choć ma pięny dom w Bieszczadach.
      Ukłony.

      Polubienie

  9. Póki co cieszę się, że jeszcze jest rok 2016 i że ja mam las pod bokiem. W każdym razie na las mi to wygląda. Ale ponieważ nie przyświeca mi idea, że „(…) po nas złom żelazny i głuchy, drwiący śmiech pokoleń” to się zwyczajnie martwię i robię, co mogę, by po sobie sprzątać i szukać pomysłów na dobre świata zagospodarowanie. Czy zabrzmiało wystarczająco optymistycznie? Na pewno życzeniowo.

    Polubienie

    1. Ewo,
      Twoje słowo zabrzmiało wzniośle, poetycko i optymistycznie.
      Przez wiele lat co roku sprzątałam świat i miło wspominam te rozmaite prace społeczne. Obecnie pewnie w trosce, by dzieci rączek nie pobrudziły, nie są możliwe prace z łopatą. Przydałoby się także biura wyprowadzić na akcje sadzenia, porządkowania skwerów, wtedy będziemy bardziej szanować swoją i cudzą pracę.
      Ukłony.

      Polubienie

      1. Tetryku,
        słów kilka na kilometrach biurokratycznego papieru, a sprawozdanie z jeszcze dłuższym aneksem… Za to interes się kręci przypieczętowany głupotą i bezmyślnością. A na górze mają co liczyć!
        Ukłony.

        Polubienie

  10. Aż sprawdziłam w internecie dane dotyczące mojego miasta, aby stwierdzić, czy można je uznać za duże. Żyje w nim 120 tys. mieszkańców na powierzchni prawie 280 km kwadratowych. Jednak zagęszczenie wszystkiego jest ogromne, astmatykom ciężko przejść przez ulice w śródmieściu, bo spaliny samochodów nie pozwalają na swobodne oddychanie. Na dodatek każdy chce się reklamować i piękne secesyjne fasady domów zasłonięte są przez krzykliwe reklamy.
    Owszem, jesteśmy anonimowi, ale ci, którzy wybudowali się na obrzeżach miasta, też są anonimowi z wyboru, bo odgrodzili się wysokimi plotami i żywopłotem. Chyba nawet sąsiedzi z następnej willi się nie znają.
    Ja swoich sąsiadów spotykam choćby w windzie lub gdy czekamy na nią i rozmawiamy z sobą przez kilkadziesiąt sekund.
    Dobrze, że nie mieszkam w Warszawie, Łodzi czy Krakowie!
    Miłego tygodnia.

    Polubienie

    1. Aniu,
      Żyjesz w dużym mieście, więc spalin powodujących alergię i inne choroby dużo więcej. Myślę, że jeśli ktoś jest osobą lubiącą ludzi, to kontakty będzie miał zawsze dobre, niezależnie od tego, gdzie będzie mieszkał.
      Ukłony.

      Polubienie

      1. Na osiedlach domków jednorodzinnych mieszkają przeważnie ludzie zamożni, który przez cały dzień są w pracy, np. lekarze. Po całym dniu w pracy nawet nie myślą o życiu towarzyskim.
        Dawno temu napisałam post o takim osiedlu, bo tam razem z mężem często chodziliśmy na spacer i nie widzieliśmy żywego ducha.
        Ja też nie jestem zbyt towarzyska, choć kiedyś byłam.
        Pozdrawiam przed zachodem słońca.

        Polubienie

      2. Aniu,
        podmiejscy to przeważnie ludzie zapracowani, a swoje domki, często na kredyt, traktują jako ucieczkę od zgiełku, smrodu i hałasu. Tu mają zieleń i mogą cieszyć się widokiem gwiazd, których trudniej zobaczyć w metropoliach.
        Ukłony.

        Polubienie

  11. Wielokrotnie powtarzałam, że cieszy mnie mieszkanie w małym stosunkowo mieście, z dużą ilością zieleni i mądrymi gospodarzami.
    Niektórzy krytykują ogradzanie się osiedli domków i bloków, anonimowość mieszkańców itp. Z jednej strony nie dziwię się temu ogradzaniu, bo mają przynajmniej czysto i bezpieczniej, tymczasem u mnie coraz brudniej i mało komu zależy żeby było ładnie i czysto…ale praca u podstaw i konsekwencja mogą wiele zdziałać.
    Bogacenie się społeczeństwa powoduje, że jedni drugim uprzykrzamy życie, bo kto płaci ma prawo i myśli, ze wszystko mu wolno…otaczamy się dobrem wszelkim, a zamykamy sobie drogę do drugiego człowieka.

    Polubienie

    1. Jotko,
      małe mieściny mają niewielką siłę przebicia, a jeszcze jak wybierzemy mało energicznych i kochających władzę, to nic tylko zaorać i walcem wyrównać. Wszystko zależy od ludzi. Na co się zgadzają i czy potrafią się jednoczyć, by osiągnąć cele.
      Ukłony.

      Polubienie

  12. ~Lena Sadowska

    Witaj, Ultro.

    Ja tam jestem prawie zadowolona z życia w tym swoim średnio zaludnionym mieście. Żebym jeszcze tylko nie musiała tak często wyjeżdżać. Ale może to właśnie pozwala mi doceniać te moje miejsca, gdy już się w nich znajduję 🙂
    Mam nadzieję, że przyjdzie czas i zamieszkamy w jednym i tylko jednym z nich na zawsze 🙂

    A na osłodę trochę „liryki i tkliwej dynamiki”:

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  13. Leno,
    coraz częściej architekci uważają, że ratunkiem przyszłości staną się drapacze z powodu zagęszczenia na globie. Skumulowani w drapaczach zaoszczędzą na prądzie, wodzie, a przede wszystkim nie zajmą ziemi, która z gumy nie jest i nie da się rozciągnąć. Chyba się cieszę, że nie będę mieszkała w tym drapaczowym stadzie.
    Dziękuję za trochę liryki.
    Ukłony.

    Polubienie

  14. ~szczur z loch ness

    Każdy powiedział to co wiedział, a ja niestety nie wiem. Trudno. Wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest, skoro już przywołałem fragmenty tekstu z piosenki Elektrycznych Gitar. I chyba na tym poprzestanę

    Serdeczności z Krainy Loch Ness 🙂

    Polubienie

  15. Sokole,
    Będzie tak jak jest? Kolejny marmurowy pomnik, powtórny pogrzeb, następna miesięcznica… Ta obrzydliwa polityka (po prawdzie z udziałem magla medialnego) musi mieć swoje granice bezradości, zgody, bierności wobec bullshittingu i wciskania kitu. No, no, no! Gorzkie żale nie pomogą, samoszukiwanie, że władza pójdzie po rozum sama także złudne, więc uwolnić z poddania musimy się sami. Wszyscy, także Internetowi, Twitterowi (muszę w końcu nauczyć się tego tweetowania), Instangramowi, Facebookowi. Kiedyś nawet muzyka mogła się buntować i mieć świadomość…

    Ukłony.

    Polubienie

  16. Dlatego, Ultra, ja osobiście wybieram miasta małe w wsie, przy wszystkich tych niedogodnościach związanych z prowincjonalizmem. Jeżdżąc sporo po Europie, pokonuję również wielkie miasta i stojąc w korkach często zadaję sobie pytanie: jak ci ludzie mogą żyć w takim miejscu? Nie jestem pewien, czy to wyludnianie się wielkich metropolii kiedykolwiek nastąpi, bo jednak tam gdzie miasto, tam praca… a dojazdy? Koszmar.

    Polubienie

    1. Smoothoperatorze,
      świat zna dobre rozwiązania komunikacyjne, choćby BRT (bus rapid transit) ze specjalnymi liniami i przystankami. Skoro w Jakarcie można, to czemu u nas nic się nie da? Miasta zakorkowane, bo zamiast szybkim busem, każdy swoim samochodem wjeżdża do miasta z podmiejskich miejscowości do centrum, bo tu głównie pracują i robią zakupy. Z modnych sypialni nie ma czym dojechać i głowa nie tylko rajców z tego powodu nie boli.
      Ja także za małymi miejscowościami, bo ciszej i bardziej zielono.
      Ukłony.

      Polubienie

  17. Faktem jest, że musimy mieć świadomość, że my, jako ludzkość „pracujemy” na swoją przyszłość. Nic z gadania o wyższości świeżego, wiejskiego powietrza nad wielkomiejskim smogiem, jeśli mieszkańcy „pipidów” będą palić w piecach plastikiem, a popiół wysypywać na leśnych dróżkach. Sami siebie pogrzebiemy. Ludzie nie zdają sobie chyba sprawy z tego, co robią….bezmyślność!

    Polubienie

    1. Ariadno,
      pewnie gdyby ludzie mieli pieniądze, nie paliliby plastikiem i nie zatruwali siebie. Świadomość wzrasta, więc coraz mniej będzie trucicieli. Zresztą drony mają wykrywać takie domy. Gorzej z samochodami, bo ich się pozbyć nie da, a nie dajmy się oszukać, to one i przemysł głównie skażają środowisko. Latem nikt nie pali w piecach, a smog d u s i w każdym mieście.
      Ukłony.

      Polubienie

  18. Tak jak pisałam w Twoim poprzednim poście coraz więcej ludzi wyprowadza się na wieś, na peryferia miast, w których zrobiło się strasznie ciasno i duszno. Brak poczucia bezpieczeństwa, prywatności, mniejsze mieszkania są często przyczyną przeprowadzek. W mieście wszystko jest na miejscu, w mieszkaniach problemami zajmuje się spółdzielnia. Dlatego niektórym ciężko się jest zaadaptować w domku na przedmieściu. Trzeba wtedy już samemu zająć się wszelkimi sprawami i usterkami, a w domu jest cały czas coś do zrobienia, a to coś się zepsuje, albo trawę trzeba skosić, liście zagrabić, odśnieżyć dojazd do domu i tak w kółko. Miasta z reguły opuszczają ludzie zamożniejsi ponieważ taki dom, czy lepsze mieszkanie na prywatnym osiedlu sporo kosztuje. Natomiast w miejskich blokowiskach można spotkać najczęściej ludzi starszych, biednych i rodziny patologiczne.

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubienie

    1. Gabuniu,
      oczywiście życie w blokach łatwiejsze, ale koszt takiego mieszkania droższy, bo choćby trzeba utrzymać spółdzielnię i często zatrudnionych ponad normę pracowników oraz utrzymać ich budynki. I gdyby nie ceny działek, to pewnie wielu wybrałoby własny domek otoczony zielenią.
      Ukłony.

      Polubienie

      1. Powiem Ci Ultro, że robiliśmy kiedyś z mężem taki mały rekonesans wśród znajomych i rodziny mieszkającej w mieszkaniach, jak to jest z rachunkami i okazało się, że utrzymanie domu jest zdecydowanie większe niż mieszkania, samo ogrzewanie i prąd już mocno podbija cenę.

        Polubienie

      2. Gabi,
        zauważ, że mieszkanie to 50 m2, a dom to 180 m2, więc za ogrzanie, oświetlenie płaci się więcej. A spółdzielnie co rusz podnoszą czynsz i nie ma zmiłuj.
        Ukłony.

        Polubienie

  19. Nie mieszkam w wielkim mieście, ale w wystarczająco dużym, by piętno swoje miejskie na mnie odcisnęło. I to mocno. Hałas, spaliny, pośpiech, tłok, smog, bilbordy, neony, galerie handlowe… I chciało by się uciec od tego wszystkiego i na wsi zamieszkać i nucić ” O ty zgryzoty nie skryte chmurą, wieśniacze życie…”. Choć i ta wieś nie taka, jaką pamiętam z dzieciństwa. Nie przeprowadzę się, choć kiedyś marzyłam. Pozostaje – cieszyć się tym, co miasto atrakcyjnego ofiaruje – strawą duchową. Na szczęście są tu teatry, biblioteki, księgarnie. Cieszę się więc, bo cóż mi pozostaje 😉 Pozdrawiam.

    Polubienie

  20. Na początku lat 70 zagnało mnie na cichą orawską wieś, gdzie tuż po ukończeniu studiów rozpocząłem nauczycielska harówkę
    Pierwsze parę miesięcy czułem się niemal niebiańsko: krystaliczne powietrze, które wchodziło aż do żołądka, widoki jak z landszaftów, świeżutkie jajka (ciepłe i obsrane), mięsko prosto z uboju, dorodne i smaczne prawdziwki itp. Wreszcie wspaniali, uczciwi i nieskomplikowani ludzie,
    Po czasie jednak zaczęło mnie ciągnąć do wielkomiejskiego mrowiska. Najbliżej miałem do Krakowa, gdzie na stancji mieszkał mój szkolny kolega.
    Tam mogłem przejechać się tramwajem, połazić po sklepach, ocierać się o tłum.
    Po roku nie wytrzymałem i wróciłem na Śląsk.
    Czy tojuż był pier2wotny objaw jakiegoś zatrucia ?!!!
    buzinki

    Polubienie

    1. Andrzeju,
      to, że kogoś nosi, ponieważ pragnie poznać smak życia, to nie jest objaw zatrucia, a ciekawość zgłębienia doznań i intensywności przeżyć. Piękna cecha, choć po jakimś czasie wszystko zaczyna powszednieć, a wysublimowane smaki mają zwyczajny smak porażki z powodu wygórowanych oczekiwań. Czasem i tak bywa.
      Ukłony.

      Polubienie

  21. Klik dobry:)
    Mam w rodzinie takich, co przenieśli się na tzw. wieś. Ale co to za wieś?! Tylko wysokie ogrodzenia, tuje oraz iglaki, alejki z kostki. Pierwszą rzeczą, jaką zrobili, było wycięcie drzew owocowych, ponieważ brudziły trawnik. Żyją tam zupełnie samotnie.

    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    1. AlEllu,
      jabłka można przecież zerwać wcześniej, zanim opadną i położyć do skrzynek, starczyłyby na dłużej, a liście dać na kompost. Zadziwiające, jak projektanci ogrodów i sami zainteresowani wytrzebili jabłonie, śliwy, grusze, więc kupują faszerowane chemią. Znajomy hodowca ubolewa, że powinien sad kropić 16 razy, a stać go tylko na dziewięć.
      Ukłony.

      Polubienie

  22. A ja kocham miasto. Jasne, że wolałabym, by akurat przy mojej ulicy 😉 był mniejszy ruch, ale w sumie, to wcale go nie słyszę, jeśli się nie wsłuchuję. Natomiast cisza mnie niepokoi. Na wakacjach w gminie musiałam brać środki nasenne, bo każdy szmer mnie przerażał, podobnie jak ciemność. Noc w mieście jest (dla mnie) oswojona, przyjazna, jasna. U mnie lęk budzą małe zbiorowości, gdzie hierarchia jest od dawna ustalona i nienaruszalna, bez, bywa, dozy racjonalności. Przerabiałam to właśnie w Gminie.

    Polubienie

  23. Oglądając telewizję mamy okazję oglądać również reklamy.
    Zachęcam Państwa do refleksji na poruszane tu tematy podczas oglądania reklamy piwa Leżajsk. To małe miasto. „Knajpa – kościół, widok z mostu…- jak śpiewał Zaucha, lub z innej piosenki słowa: „Małe miasta, w których żaden dom ponad drugi nie wyrasta…”
    W każdym razie tam wszystko wolno. Kochać się wolno, leżeć wolno, dojrzewać na leżąco wolno…
    Bardzo mi się podoba ta reklama. Chyba spróbuję tego piwa

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s